AMIRA z wizytą u sąsiadów

Pod koniec sierpnia (28–29.08.2009) w czeskim Rychnovie odbywał się jarmark. Czego tam nie było! Były stragany z biżuterią, ręcznie malowanymi ozdobami na włosy, a także torbami i koszulkami, piernikowymi sercami, tureckim jedzeniem, miotłami (!). Można było skosztować „rozpustnej kavy”, wziąć udział w pojedynku ze średniowiecznym wojownikiem, a dla bardziej odważnych – spotkanie z wężami. W ramach wymiany polsko-czeskiej do Rychnova zawitali pszczelarze z przysmakiem Puchatka, chór Concerto Glacensis i „skupina břišnich tanců – AMIRA z Polska”.
Z racji pełnienia obowiązków kronikarskich w zespole nie mogę zaniedbać zrelacjonowania pobytu w Rychnovie. Na miejsce zostałyśmy dowiezione autobusem z firmy „A-Vista”. Noclegi miałyśmy zapewnione w internacie szkolnym, gdzie nie było obiecanych pokoi dwuosobowych, ale zamierzałyśmy tam spędzić jedynie noc. Naszym opiekunem był przesympatyczny Czech, który od razu zabrał nas na obiad do restauracji przy hotelu „Havel”. Zarówno kelnerzy, jak i kucharze zadbali o to, byśmy za szybko nie wstały od stołu. Obsługa cierpliwie czekała, aż zdecydujemy się na coś z karty dań – wszystko było takie nęcące… Dania zrobiły na nas wrażenie pod względem wielkości, jak i smaku. Po takim posiłku faktycznie było ciężko ruszyć się od stołu! Doturlałyśmy się na jarmark, by pobuszować po straganach, a o godzinie 19.00 byłyśmy tam z powrotem, gotowe zaprezentować pierwszą część programu. Takiej publiczności życzymy każdemu artyście! Czesi bawili się razem z nami, wiwatując i klaszcząc w rytm muzyki. Zadowolone z występu, zostałyśmy znów poprowadzone na kolację, gdzie tym razem – przezornie wybierałyśmy porcje, przy których nie groziłoby, że będą większe od nas samych :). Drugiego dnia obudził nas deszcz, rytmicznie stukający w parapet. Prognozy na drugą część programu nie były optymistyczne – kto by chciał w taką pogodę ruszać się z domu? Jednak do godziny 13.00 niebo przejaśniało i zaświeciło słońce. Publiczność zebrała się tłumnie przed sceną i wydawałoby się, że nic nie zakłóci dobrej zabawy. Przeskakujący odtwarzacz został zdopingowany oklaskami i do końca występu sprawował się już nienagannie! Na koniec jeszcze sesja zdjęciowa na zamkowym dziedzińcu i powrót do domu. Cóż, pozostały nam miłe wspomnienia, wizytówki Hotelu Havel i urocze zdjęcia, które niedługo będzie można obejrzeć w galerii na str. www.fitness-dance.pl. Serdeczne shukran gazilan naszym czeskim sąsiadom za ciepłe przyjęcie, panu Vladimírowi Hulmanowi za troskliwą opiekę nad zespołem, Grzesiowi za opiekę nad podkładem muzycznym i Bartkowi za sesję zdjęciową oraz film.
Veronika Sahar Litwin