DZIEŃ Z ŻYCIA DZIENNIKARKI PROWINCJONALNEJ
Szczerość. Pruderia
Zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej jest „walić prawdę prosto w oczy”, niż być nieszczerym i kadząc lub mówiąc banały, obgadywać za plecami. Jasne zasady są najlepsze. Nie powiem, żeby ta moja „prawdomówność” spotykała się z miłym przyjęciem. Przyzwyczaiłam się już do przydomku nadanego mi przez X ”kąśliwej jędzy”. Zdaję sobie sprawę, że prawda czasem boli. Na szczęście mam naczelnego, który pozbawiony pruderyjności, lubi jasne sytuacje i szczerość do bólu. Mawia tak: „kobieto, a wal tę prawdą prosto w oczy. Pamiętaj jednak, kochać cię za to nie będą”. Oczywiście trzeba wiedzieć, gdzie leżą granice „walenia”. Nie można przecież obrażać. Szczerość o wiele bardziej popłaca niż zbytnia pruderyjność. Jasne zasady i to co myśli się na dany temat rodzą lepsze stosunki międzyludzkie. Są to zdrowsze emocje, no i nie ma zakłamania. Weźmy przykład Miller – Ziobro. Pan M. powiedział o panu Z, że jest zerem. Cóż, fakt, nie było to na pewno dla pana Z. miłe, zwłaszcza, że dzięki mediom usłyszał o tym cały kraj. Jednakże, gdy tak to przeanalizujemy, dojdziemy do wniosku, że nie było to złe, bowiem pan M. powiedział szczerze co myśli o panu Z. Nie uśmiechał się zakłamanie, nie dukał zdań kurtuazyjnych, by następnie polecieć do gazety czy programu TV i za plecami pana Z. wypalić co o nim myśli.
Jak już wspomniałam, są granice „walenia” szczerości. Nie można dopuścić do ogólnej samowolki, gdzie każdy każdemu dowala dla zasady i rozładowania emocji.
Co do pruderyjności, jest ona irytująca, gdy przejawia się ją w nadmiarze. Przeczytałam ostatnio wywiad z jednym z X. Z racji, że zbliżają się wybory, tego typu autoreklama zaczyna być coraz częstsza. Cóż, uśmiałam się niebywale. Zabawny wywiad miło przeczytać, gdy udzielony jest przez gwiazdę, a nie X. Pruderyjność wylewała się z tego artykułu w ogromniej ilości. W przypływie samochwalenia i udawania wielkiej błyskotliwości, pan X zapomniał, że czytelnicy pamiętają co nieco z przeszłości i aż tak mało błyskotliwi nie są. Owszem miło jest mówić o sobie (podaję teraz przykład abstrakcyjny), że jest się przystojnym brunetem, gdy w istocie jest się krępym szatynem. Dobrze jest wmawiać, że wszystko co się robi jest piękne i urocze, gdy w istocie tak piękne nie jest. Jednakże są chyba granice. W końcu czytelnik ma oczy i widzi jaka jest prawda.
Szczerość nie popłaca, nie daje profitów i często sprawia ból. Pruderyjność jest ładna i miła. A przecież wszystko co piękne jest lubiane i tak pożądane. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ładne opakowanie, nie zawsze kryje ładne wnętrze…
Katarzyna Redmerska