Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Jan Pokrywka

Lennicy

Socjalizm postępuje i rozwija się w najlepsze dalej. Mimo liberalnej retoryki, Platforma obywatelska tylnymi drzwiami wprowadza ustawy nawiązujące do Hilarego Minca i innych piekłowszczyków – ulubione określenie JKM odnoszące się do nie świętej pamięci zmarłych. Np. bardzo niebezpieczny projekt o kopalinach, czyli o wydobywaniu różnych surowców z ziemi pozbawiałby ludzi własności i czynił niewolnikami. Jak wiadomo, o bogactwie świadczy ziemia (oraz to co w niej jest) i ludzie. I o to chyba chodzi. Rząd idąc dalej drogą socjalizmu potrzebuje pieniędzy.
Rząd polski, podobnie jak każdy inny pieniędzy nie produkuje (jeśli nie liczyć możliwość wydania zlecenia państwowej mennicy, czy wytwórni papierów wartościowych), gdyż niczego nie produkuje i nie świadczy usług, za które ktoś dobrowolnie zechciałby zapłacić. Przynajmniej w większości, bo to, czym każdy rząd zajmować się winien, tj. bezpieczeństwem swoich obywateli, to się specjalnie nie zajmuje, a jeżeli już, to z wynikiem średnim. Patrz sprawa Olewników. Krótko mówiąc, władza ma pieniądze z drenowania kieszeni poddanych, na co sama sobie przyznała monopol. Kiedy jednak pieniędzy zaczyna brakować, rząd wyprzedaje po kolei wszystko co ma, a gdy i to się skończy, zacznie ograniczać wolność ludzi, co zresztą już ma miejsce.
Władza przyznała sobie zwierzchność nad podległą sobie ziemią i ludźmi, decydując o ich przeznaczeniu. Pod tym względem tylko retoryka dzieli czasy współczesne od wcześniejszych. Kiedyś król nadawał ziemię w lenno, ale oprócz tego istniały władztwa udzielne. Np. demonizowane u nas Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, z którym wojny toczyli władcy Polski składało się z 234 krajów, 51 wolnych miast i 1500 niezależnych posiadłości szlacheckich, a ich suwerenność była większa niż dziś ma Monaco, Liechtenstein, czy Luksemburg. Król rzymski, często łączący funkcję cesarską, nie mógł narzucać swojej woli „poddanym” i za każdym razem musiał uzyskiwać ich zgodę. Nie mógł też ot tak sobie zabrać im ziemi, choć, rzecz jasna, toczono o to wojny i zwycięzca brał wszystko.
Nasz obecny rząd właśnie kończy wyprzedawać resztówkę. Na ziemi niewiele już pozostało w gestii państwa, ale od czego pomyślunek? Politycy PO wymyślili więc projekt ustaw o kopalinach, które też można sprzedać, a przy okazji … o wiele więcej. Przewiduje ona, że każdy, kto uzyska koncesję, może wydobywać, co tylko zechce. Co więcej, gminy muszą odpowiednio zmienić plany zagospodarowania przestrzennego, a leśnictwa udostępnić mu żądane obszary lasu. Każdego obywatela można wywłaszczyć z urzędu o ile koncesjonariusz zechce na jego własności prowadzić prace wydobywcze. Co prawda, przewidziano odszkodowania, a jakże, tyle, że o jego wysokości decydowałby ekspert powołany przez koncesjonariusza. Oczywiście eksmitowanemu przysługiwałoby prawo do odwołania się do sądu, ale to nie wstrzymywałby wywłaszczenia. Jak bardzo to niebezpieczna perspektywa świadczą przykłady z ustawy o budowie dróg i autostrad. Np. rodzina Gmurków została przez miasto pozbawiona własności wartości wielomilionowej za odszkodowanie 1,5 mln, mimo iż ciągnąca się przez 20 lat sprawa kosztowała 30 mln zł. Z kolei wrocławskie fakty podały, że wywłaszczeni właściciele gruntów przeznaczonych pod budowę dróg i obwodnicy Wrocławia do dziś nie otrzymali pieniędzy, bo ekspert powołany przez miasto wartość wycenił jako 3 razy niższą niż ekspert starostwa. Spór trwa, ziemi już nie ma a pieniędzy jeszcze. Najdziwniejsze, że większość ludzi sądzi, że to dotyczy jakichś tam obszarników i problem ten ich nie dotknie. Mylą się. Dotknie, jak tylko skończą z tamtymi, zabiorą się za następnych. Bo socjalizm potrzebuje morza pieniędzy.
Jak Pokrywka