Upływa szybko życie....
Kolejny rok za nami... Czas na podsumowania, refleksje, plany na przyszłość... Jaki był 2005 dla mnie, dla mojej rodziny, Małej Ojczyzny, regionu, dla Polski? Co zapamiętam, a o czym chciałbym czem prędzej zapomnieć?
Niewątpliwie „popamiętam” długą i wyczerpującą kampanię wyborczą, początkowo parlamentarną, potem prezydencką, w której starło się kilka stylów myślenia o Polsce. Część polityków (i partii, które reprezentowali) startowała w wyborach, by uchronić istniejące jeszcze od PRL-u układy i układziki, by zachować posiadane przywileje polityczne (i nie tylko), tak naprawdę „oderwana” od swoich wyborców oraz probelmów „zwykłych ludzi”. Inne grupy zachowywały się podczas wyborów tak, jakby „pozjadały wszystkie rozumy”, nie licząc się z opiniami ludzi inaczej myślącymi, pogardzając postawami moralnymi oraz poglądami gospodarczymi i politycznymi innymi, niż poglądy i idee przez nich lansowane. Były też grupy polityczne, których credo wyborcze można zamknąć w zdaniu: „będziemy chętnie współrządzić z każdym, kto nas zechce”. W warstwie socjotechnicznej starły się dwie koncepcje kampanii wyborczej: „profesjonalna reklama towaru politycznego” kontra „przaśna zachęta do opowiedzenia się po czyjejś stronie”. Pi S połączył obie techniki i chyba dlatego odniósł nieznaczne zwycięstwo na konkurencją. Cieszę się, że „najdłuższa kampania przedwyborcza w powojennej historii Polski” nareszczie się skończyła, martwię się, że rozpoczęła się kampania „powyborcza”. Cieszę się, że partie i ludzie nieuczciwi w większości zostali przez wyborców odrzuceni, martwię się, że politycy z różnych opcji politycznych ciągle słabo ze sobą współpracują. Cieszę się, że mam premiera i prezydenta nie lewicowego, martwię się, że na razie nie przekłada się to na bardziej prawicowe prawodawstwo i zasady rządzenia państwem. Ogólnie jednak – jak u większości moich rodaków – istniejąca sytuacja na scenie politycznej budzi na razie we mnie więcej nadziei, niż zmartwień.
W powiecie kłodzkim mijający rok upłynął pod dominującym znakiem „nieudanych działań w powiatowej służbie zdrowia” czyli „restrukturyzacji bez restrukturyzacji”. Na „działania bez działań” wydano kilkadziesiąt milionów złotych, zadłużając budżet powiatu na kolosalne kwoty. Zapamiętam więc ten rok jako zdecydowanie zły dla naszej Małej Ojczyzny. Gdy trzy lata temu starosta Łącki oraz jego ekipa przejmowali stery rządzenia powiatem, opozycja (ja też) zgłaszała gotowość współpracy, zwłascza w natrudniejszych sprawach: oświaty, służby zdrowia, bezrobocia, infrastruktury drogowej, promocji regionu. Z ust radnego Klimaszko (wtedy jeszcze związanego z SLD) usłyszeliśmy, że „lewica przyszła po to aby rządzić i władzą się z nikim nie będzie dzielić”. Jak to trzyletnie „lewe rządzenie” w służbie zdrowia (i nie tylko) wygląda – wszyscy widzimy. Może więć dobrze się stało, że Klimaszko na początku kadencji wskazał, kto za co w powiecie odpowiada.
Długo zastanawiałem się nad tym, które zjawisko lub wydarzenie kulturalne było w 2005 dla mnie najważniejsze. W skali kraju – mijający rok niestety nie pozostawi we mnie dobrych wspomnień kulturalnych. Bryndza.... Cieszę się natomiast, że Ziemia Kłodzka zyskała najwyższej klasy instrument muzyczny – organy na ponad 4 tys. piszczałek, które od wiosny służą parafianom i melomanom kościoła Podwyższenia Krzyża Świętegio w Kłodzku. Tak poważnej „inwestycji” w sferze kultury nie było w naszym regionie od kilkudziesięciu lat, co warto częściej doceniać i zauważać.
Najważniejszymi przeżyciami religijnymi w odchodzącym roku były dla mnie wydarzenia związane z pogrzebem Jana Pawła II i światowymi duchowymi rekolekcjami, jakie dzięki mediom w tym czasie przeżyliśmy. Chyba nie tylko we mnie „serce rosło”, gdy kolejny raz okazywało się, że są sprawy ważniejsze niż komercja, biznes, polityka, gwiazdorstwo, „wyścig szczurów”, etc. Miliardy ludzi na świecie, miliony w Polsce, dzisiątki tysięcy w powiecie kłodzkim miało okazję do zastanowienia się nad sensem swojego życia. Niejako przedłużeniem tego wydarzenia były dla mnie uroczystości związane z I Kongresem Eucharystycznym Diecezji Świdnickiej.
Jaki był więc odchodzący 2005 rok? Najlapidarniej mogę powiedzieć: SMUTNY. A dla Was jaki był? W nadchodzącym 2006 roku życzę Wszystkim mieszkańcom i miłośnikom Ziemi Kłodzkiej wszelkiej pomyślności osobistej, radości w życiu rodzinym, satysfakcji i sukcesów w życiu zawodowym, rozkwitu przeżyć duchowych oraz jak najwięcej czasu dla przyjaciół i rodziny. Obyśmy też nie mieli powodów do narzekania na polityków i na ich decyzje, zwłaszca bezpośrednio dotyczące naszego życia. Do Siego Roku!
Janusz Laska