Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Salon Sztuki

Salon Sztuki 2005


Salon Sztuki po pięciu latach od swego zaistnienia znów przyniósł plon. Nie ma rewelacyjnych zaskoczeń, jest kontynuacja. Ale jest też malarstwo, jako główne wyzwanie, co mnie cieszy, bo gdzie indziej znika już z sal wystawowych. Nikt mi nie wmówi, że kontemplowanie kilku palików, przewiązanych sznurkiem i określone jako “pole gry” jest wynalazkiem doskonalszym. Tkwimy więc w tradycji sztuki, tej dobrej – jednak szparkami przemyka nowe. I na tę część wystawy chcę zwrócić uwagę.
Pokolenie mistrzów trzyma się dobrze – gustuje w tej rzeczywistości, która tak pędzi, umyka, lecz mistrzowie wiedzą “swoje”. Mają za sobą wiele wystaw potwierdzających ich drogę. Nie będę tu przywoływała długiej i dalekosiężnej tradycji szkła artystycznego, bo dawno wytyczona praktyka ciągłego doskonalenia warsztatu zarówno u Stefana Sadowskiego i Janusza Robaszewskiego znajduje efektowne rozwiązania. Dołączył do nich także młody student piątego roku wrocławskiej ASP Jakub J. Robaszewski. Podobnie Erna i Jacek Rybczyńscy realizują ciągłość swych pomysłów. W sztuce tak jak w elementarzu, czasem są słowa, czasem tylko sylaby, często rozsypane znaki, z których my wybieramy coś, co może nam się przydać w myśleniu o świecie. Epoka tak się rozpędziła, technologia tak nas zawłaszcza, że ślady stóp jak w grafice Jolanty Rybczyńskiej potwierdzają nasze istnienie. Do uczestników Salonu dołączył także nestor naszych artystów Henryk Wszołek z Kudowy, który po długiej przerwie wystawił dwie “muzykujące” rzeźby.
Młode pokolenie wyłoniło się niedawno, zaledwie 5 lat temu z fosforyzującej mgły, która zanurzyła poprzednie 10-lecie w wyczekujących rozterkach przełomu historii. Zaistniało wtedy mocnym kolorystycznym akordem. I tym razem Maria Śliwowska rozpostarła swoje wyczucie kolorów na dużych, wyzywających mocno kadrach. Obok grafika komputerowa Marka Szpaka, który zostawił płótna i oleje, ale w kolorze działa dalej, bawiąc się rozcieńczeniami i wzmocnieniami. (Jakże bliskie jest mi to uczucie, gdy kolor wzbiera, gwałtownie narasta, jest uciszany przez inny ton – zawsze kiedy farbuję uczucie szczęścia zasłania wszystkie inne sprawy.) Zabawa kolorem jest strategią sentymentalną i romantyczną, choć uderzenia jej są często tak nowoczesne. Magii malarstwa poddali się także: Jacek Adamowski, Bogdan Wieczorek, Władysław Kolbusz, Renata Szpak, Zbigniew Muziewicz, Darek Koźlik, Henryka Natanek i Cezary Trybulak, który także wie, że fortuna “kołem się toczy”. Historia malarstwa też, na szczęście, wraca do swoich źródeł. W pięknym kolorze są zanurzone fotografie Bogusława Michnika. Kolor daje tę aurę twarzom śniącym, marzącym, zmierzającym do jakiejś “lekkości bytu” – nie wiemy, snujemy domysły. Od tego jest sztuka – sugerowania przede wszystkim. Aż wpadniemy w pułapkę własnej wyobraźni. Niedawny absolwent i autor poprzedniej wystawy Jarosław Jędrzejowski potwierdził swoje umiejętności w trudnej technice mezzotinty.
Na otwarciu Salonu panie pytały – co to za “babiszon” wyziera z obrazu Tomasza Gacka? Młody artysta (absolwent 2001) ma poczucie humoru. Czyż nie są to notatki z rzeczywistości? Spójrzmy na ulicę. Kwintesencję współczesnej kobiecości spotkamy na niejednym deptaku, albo stojąc na czerwonych światłach. Resztki rudych lub posiwiałych włosów, ogromna tusza, ledwo zipie a w oczach złudne fajerwerki – czy to nie my? Od czasu do czasu lekko przewiewa garderoba, nie kryjąca detali ciała... Po spotkaniu wieczornym z przyjaciółkami, już wiem – to na pewno my. Jak sztuka potrafi być przebiegła. Jakże pojemne bywają metafory.
Z okazji Świąt i Nowego Roku 2006 życzę artystom Ziemi Kłodzkiej zdrowia i ciągle nowych inspiracji – zawsze wierna wernisażom -


Maria Dzierżyńska
Kłodzko, 20.12.2005