Wspomnienie
Ryszard Broja i jego „Gniazdko”
Ryszard Broja urodził się i młodość spędził w okolicach Tarnowskich Gór. Walczył na frontach I wojny światowej w niemieckim wojsku. Kiedy został ciężko ranny wycofał się z dalszej służby wojskowej. Brał udział w powstaniach śląskich, za co – jak mówił – musiał opuścić rodzinne strony. Wybrał Polanicę, w której osiedlił się na stałe. Zbudował willę „Gniazdko”, pracował tu jako stolarz i cieśla. Przechodząc na emeryturę ujawnił swoją wielką pasję – kolekcjonerstwo. Na niewielkim podwórku ustawiał różne, rzeźbione przez siebie, postacie krasnoludków, górnika, zbudował malutką sadzawkę, w której pływały rybki, po wodzie zaś plastikowa kaczka, a nad tryskającym strumykiem wody utrzymywała się ciągle obracająca się piłeczka. Dookoła podwórka zbudował altanki, w których eksponował różne przedmioty. Na ściankach altanek i budynku umieścił gabloty ze zbiorami minerałów, tarczami szkolnymi, które wtedy były stosowane. Z czasem pojawiła się też wystawa zdjęć legionistów Józefa Piłsudskiego (i to w czasie, gdy o komendancie nie mówiono wcale albo mówiono źle). Między tymi ciekawostkami umieszczał sentencje, nie zawsze zgodne ze składnią, np. „Gorsza od kija jest ręka, która go trzyma”, „Kulturalność rozpuszcza się w alkoholu”, „Ręka rękę myje, noga nogę podstawia”. Z czasem całe podwórko było zastawione, zabudowane, tak że trzeba było chodzić bardzo ostrożnie, żeby nie zniszczyć eksponatów i kwiatów. Odwiedzali je stali mieszkańcy, kuracjusze, wczasowicze i turyści. Coraz więcej turystów. „Gniazdko” stało się dużą atrakcją nie tylko miasta, ale i całej Ziemi Kłodzkiej. Modne było zrobienie zdjęcia przy eksponatach, a robił je bardzo często mieszkający obok fotograf Wyczałek (brat Tytusa).
Popularność „Gniazdka” z czasem stała się tak wielka, że często stały koło niego, na pobliskich ulicach i na łące po drugiej stronie ulicy (obecnie teren zabudowany) po trzy, a nawet cztery autokary. Zachęciło to również administracyjne władze miejskie do większego zainteresowania się twórcą i obiektem, pomocą w jego konserwacji. Między innymi umożliwiono korzystanie z odpadów (ścinek, skrawków, farb) materiałów w stolarniach uzdrowiska i FWP, udzielono pomocy w utwardzeniu tłuczniem wspomnianej łąki – parkingu. Zaproponowano też starzejącemu się p. Ryszardowi objęcie „Gniazdka” stałą opieką np. muzealną. Nie wyraził zgody. Tymczasem eksponaty stawały się coraz mniej ciekawe, zdjęcia wyblakły, farby łuszczyły się. Dokonano próby rabunku,a broniącego swej kolekcji gospodarza pobito.
Mimo podjęcia starań nie udało mi się niestety zebrać większej ilości informacji, by przybliżyć życiorys pana Ryszarda. Rozmawiałem z kilkoma osobami, które go znały, z najbliższymi sąsiadami, np. Tytusem Wyczałkiem. Tak więc przekazuję to, co sam zapamiętałem jako nauczyciel, urzędnik i przewodnik. Ryszard Broja był człowiekiem skrytym, nie wdawał się w dyskusje. Mimo częstych kontaktów nigdy nie zaprosił mnie do mieszkania. Dał się zupełnie pochłonąć pasji. Nie brał udziału w życiu publicznym, nie chodził do kościoła, kina, na spacery. Kiedy poprosiłem go na spotkanie z młodzieżą, odmówił, ale z grzeczności, a może trochę i z wdzięczności, opisał własnoręcznie, bardzo krótko i wręczył mi ów opis – fragment najbardziej tragicznych dla niego przeżyć w czasów I wojny światowej.
Leszek Majewski