LECZENIE CZARNEJ OSPY MAŚCIĄ NA WYPRYSKI
Murray Rothbard w Kontroli populacji (całość zamieszcza listopadowa Opcja na Prawo) pisze, że ONZ «pod płaszczykiem męczących głupot kryje trwałe i niezmordowane ciążenie ku despotyzmowi ponadnarodowego rządu, wykonawcami którego są pełni arogancji i przed nikim nie odpowiadający anonimowi urzędnicy. Np. Konferencja na rzecz Kobiet najlepiej unaocznia jedną z najbardziej idiotycznych i oczywistych zarazem wypowiedzi: Podniesienie dobrobytu kobiet spowoduje wzrost dobrobytu wszystkich. By unaocznić absurdalną banalność tego stwierdzenia, wystarczy usunąć słowo kobiet. Niewielu ludzi podważa podstawowe założenie konferencji: szeroko uznane twierdzenie, że głównym powodem biedy na świecie, a przynajmniej w krajach najbiedniejszych, jest nadmiar zaludnienia.
Proponowane rozwiązanie nosi eufemenistyczne miano kontroli populacji, w rzeczywistości oznaczające wykorzystanie władzy rządu dla skłonienia lub przymuszenia do ograniczenia wzrostu populacji czy też w ogóle liczby żyjących ludzi. Logicznie rzecz biorąc, ci maniakalni wrogowie ludzi (czymże innym, jak nie zbiorem ludzi, jest populacja?) powinni poprzeć zamysł wymordowania przez państwowych planistów znacznej liczby osób, /.../ lecz coś zdaje się ich powstrzymywać; być może, jest to ewentualny zarzut rasizmu. Pozostaje im jedynie skupić się na redukcji liczby przyszłych narodzin.
W czasach rozkwitu antypopulacyjnych nastrojów skupionych w ruchu ZPG (ang. Zero Population Growth; Zerowy Przyrost Ludności) wzywano do powszechnej likwidacji przyrostu ludności, a przy użyciu amerykańskich modeli rozwoju bazujących na prostej ekstrapolacji ostrzegano, że we względnie niedługim czasie przyrost populacji osiągnie takie rozmiary, że na kuli ziemskiej zabraknie miejsca, by stać. /.../
Co ciekawe, ledwie mgnienie oka wystarczyło tym samym ludziom, by zaczęli narzekać, że niższe stopy przyrostu ludności oznaczają starzenie się społeczeństwa, a kto, lub co, zajmie się utrzymywaniem rosnącej liczby starszych ludzi? W tym momencie lewicowi liberałowie przedzierzgnęli się w kostium apologetów zalet godnej i wczesnej śmierci staruszków.
Tyle Murray Rothbard, który pisała te słowa przeszło dekadę temu. Jak widać, były to słowa prorocze, gdyż największym problemem współczesnych państw, zwłaszcza w Europie, a również i u nas, jest pogłębiający się kryzys instytucji wypłacających renty i emerytury. W Polsce, jak wiadomo, jest to ZUS, który w sposób charakterystyczny dla fazy schyłkowej, trwoni pieniądze podatników na własne luksusy.
Obecny rząd i koalicja, zwłaszcza LPR, problem ten dostrzega, co znalazło wyraz w postaci tzw. becikowego, jednak jak to zwykle u nas, rozwiązuje się problem nieudolnie próbując likwidować jego przejawy a nie przyczyny.
Faktem jest, że mniejsza ilość urodzeń będzie miała wpływ na system ubezpieczeń społecznych: im mniej ludzi, tym mniejsze wpływy, jednak to tylko część prawdy. Rzecz w tym, że cały ten zusowski system jest zły i jego należy zreformować. Pisałem już na ten temat wielokrotnie, a i koncepcja UPR sprzed kilkunastu lat zakładająca przeznaczenie znacznej części wpływów z prywatyzacji na fundusz emerytalny, mogła przynieść rozwiązanie. Dziś mało już czego do sprzedaży zostało, zatem każde wyjście jest już niedobre, przy czym w perspektywie czasu można jeszcze coś uratować.
Na to jednak potrzeba odwagi, a w dzisiejszej polskiej demokracji mało kogo na nią stać. Dlatego proponowana kuracja przypomina leczenie czarnej ospy maścią na wypryski.
Dlatego wizja Rothbard'a może okazać się przykrą rzeczywistością.
Jan Pokrywka