FAŁSZYWE OSKARŻANIE
Wśród wielu zarzutów, jakie stawiane są nowemu rządowi w Polsce, na czołowej pozycji znajduje się zarzut socjalizmu. Oczywiście wszystko to odbywa się w kontekście możliwości alternatywnych rządów Platformy Obywatelskiej i zbliżonych do niej środowisk politycznych oraz biznesowych, jako tych, które są niby daleko od socjalizmu. To, że jest się zwolennikiem tej formacji, która obecnie rządzi w Polsce i że chciałoby się, aby miała ona możliwie najszersze poparcie społeczne, nie oznacza wcale bezkrytycznej aprobaty dla wszystkiego, co dzieje się na szczytach władzy. Żeby jednak taka postawa była konsekwentna i w pełni, a nie tylko werbalnie i na poziomie sloganów, racjonalna, powinniśmy sobie wyjaśnić parę spraw, a wtedy przeciwstawienie “wolnorynkowej” Platformy Obywatelskiej “socjalistycznemu” Prawu i Sprawiedliwości może ukazać się w zupełnie nowym świetle i niekoniecznie z korzyścią dla PO.
Jesteśmy w bardzo konkretnym miejscu na świecie – geograficznie, historycznie i politycznie. To właśnie wyznacza możliwy sposób zachowania się. W tym świecie obowiązują określone reguły gry. Prawie niemożliwe jest najmniejsze nawet odstępstwo od nich, a już na pewno wtedy, kiedy te reguły zostały przez państwo polskie formalnie zaakceptowane. Najbardziej jaskrawym i bijącym po oczach przykładem jest “wspólna polityka rolna” w Europie. Czy da się znaleźć choćby jeden produkt w branży rolniczej, który by podlegał regułom wolnorynkowym. No, może tylko trufle i kawior, choć to też nie jest takie pewne. Przecież niby każdy to wie, że zarówno produkcja jak i dystrybucja produktów rolnych obwarowana jest niezliczoną ilością warunków, co do ilości, jakości, ceny, możliwości sprzedaży na rynku wewnętrznym i eksportu itd. Te zasady, nie mające przecież nic wspólnego wolnym rynkiem, są w tym przypadku jasne, przejrzyste i zrozumiałe. W innych dziedzinach życia gospodarczego ingerencja rządów traci nieco tę jednoznaczność, ale tam również występuje. Rolnictwo jest tylko “klinicznym przypadkiem” tej, chciałoby się powiedzieć, aberracji. Nie o to jednak chodzi w tej chwili, aby dokonywać ocen zastanego stanu rzeczy, czyli obowiązujących reguł rządzących gospodarką w naszej części świata. Chodzi o to, czy zarzut socjalizmu pod adresem Pi S jest, choć trochę uprawniony. Najwięksi przeciwnicy Pi S twierdzą, że PO jest główną na polskiej scenie politycznej siłą proeuropejską, racjonalną a wręcz “kartezjańską”, obliczalną i bezpieczną dla Polski. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że polski liberalizm, w postaci PO, w znacznie większym stopniu niż Pi S jest skłonny akceptować europejski model polityczny i gospodarczy. Tak więc to dość powszechne w kręgach “kartezjańskich” oskarżanie Pi S o socjalizm ma dość krótkie nogi. W Polsce dzisiaj nie da się sprawować władzy w oderwaniu od realiów międzynarodowych. Pi S oczywiście liczy się z nimi, ale nie oznacza to jeszcze akceptacji.
Odrębną sprawą jest polityka społeczna Pi S. Rząd Kazimierza Marcinkiewicza podejmuje cały szereg działań o charakterze socjalnym, za co “antysocjaliści” używają sobie na nim ile wlezie. Działania te wynikają, w moim przekonaniu, z dwóch zasadniczych przesłanek. Po pierwsze: rząd realizuje podjęte przez Państwo zobowiązania wobec swoich obywateli. Te zobowiązania były podejmowane przez bardzo różne rządy i w bardzo niekiedy odmiennych okolicznościach, ale były. Zobowiązania te istnieją dalej. Żeby było nieco jaśniej, to trzeba tu przywołać chociażby takie fakty, jak wielkie budowy socjalizmu. Każda wybudowana huta, stocznia czy fabryka były podjęciem dość określonego zobowiązania wobec obywateli. Tego się odwołać nie da. Chciano natomiast uciec od odpowiedzialności ośmieszając i torpedując ideę powszechnego uwłaszczenia, jako pewnej formuły płacenia rachunków, a w tym, niestety, prym wiodły środowiska liberalne. Po drugie: działania socjalne rządu mają przecież także uzasadnienie etyczne i to w dodatku podbudowane wolą większości wyborców. Nie jest to dla mnie żaden socjalizm, ale wykonanie obowiązków i spełnienie powinności.
autor: Stanisław Tomkiewicz