Cień czerwonej gwiazdy...
Już opadł kurz bitewny i wyłania się obraz nowych sił politycznych przejmujących stery. Obraz mglisty i niepewny, bo koalicjanci ciągle prowadzą kampanię tym razem prezydencką. Wprawdzie nie okładają się cepami ale złośliwości sobie nie szczędzą, ot choćby westchnienie szefa Pi S do ducha św. by oświecił polityków a szczególnie przyszłego koalicjanta. W tej niepewności jedno jest pewne, a mianowicie zasada wahadła.
Każde wybory powodują całkowitą zmianę sił rządzących, czyli co cztery lata zmiana wizytówek, wystrojów wnętrz gabinetów ministrów, ale co gorsza strategii rozwoju gospodarczego, wizji III czy IV Rzeczpospolitej. Jeżeli w dojrzałych demokracjach, gospodarka bez uszczerbku znosi zmiany na szczytach, to w Polsce trzeszczy na świeżych szwach, jeszcze zbyt mocno związana z polityką.
O tym, że idzie nowe zadecydowali również mieszkańcy Nowej Rudy. W okręgu wałbrzyskim wyniki nieco odbiegają od krajowych. Pi S otrzymało 22,23 %, PO – 25,38%, zaś w powiecie kłodzkim odpowiednio 20,78% i 25,36%. Nie wiele od średniej krajowej odbiegają również wyniki SLD i Samoobrony. Ale nie w Nowej Rudzie. Nasze miasto jest nadal najsilniejszym bastionem Sojuszu zwanego lewicą demokratyczną. Jeżeli w całym wałbrzyskim okręgu wyborczym, Sojusznicy otrzymali 13,84% głosów, w powiecie kłodzkim 10,40%, to w Nowej Rudzie 16,21%, przy frekwencji 32,82%. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że sprawdzają się nasze diagnozy z lat stanu wojennego, przepowiadające upadek komuny w Nowej Rudzie, w 50 lat po jej upadku na całym świecie. Wygląda na to, że przyjdzie nam jeszcze czekać 35 lat, nim ten cień czerwonej gwiazdy zniknie z naszego widnokręgu. Należy odnotować fakt, że po raz pierwszy ugrupowania prawicowe wygrały wybory na Ziemi Noworudzkiej. Zdecydowane zwycięstwo naszego krajana, Mieczysława Szyszki, w wyborach do senatu (36,42% oddanych głosów, czyli więcej niż uzyskali dwaj sojusznicy: Dyduch i Drożdż razem wzięci) napawa optymizmem. Może będziemy czekać nieco krócej.
autor: Stanisław Łukasik