To samo wcielenie reżysera S.
Czy jestem wybitnym reżyserem? Sławnym? Nie. Jestem znanym reżyserem... Znanym – tak mówią o mnie krytycy. Z czego jestem znany? Z filmowych prowokacji, z pokazywania jak przez głupie decyzje następuje psucie, niszczenie i to nie tylko w sferze materialnej... Czyżbym przez 50 lat dokonywał apoteozy niszczenia? – pytał i mówił o sobie, swojej twórczej drodze Robert Stando, reżyser, scenarzysta, który w niedzielę, 18 września br., gościł w Muzeum Ziemi Kłodzkiej na pokazie swojego najnowszego filmu pt. „Drugie wcielenie reżysera K.”
Pokaz zgromadził kilkadziesiąt osób, w większości przyjaciół reżysera, którzy w różny sposób stanęli na jego drodze i w życiu których Stando pozostawił i nadal pozostawia swoje ślady. Zabrakło zaproszonych senatorów, decydentów – Kłodzko reprezentował burmistrz Janusz Rudnicki.
Punktem wyjścia spotkania była emisja filmu zrealizowanego przez Roberta Stando przed 50 laty, w studenckich jeszcze czasach: „Kłodzko, miasto, które może zginąć”. To był film o dewastacji miasta, która następowała na oczach mieszkańców i tych, którzy powinni jej zapobiec. Stando wołał w obronie starych, pięknych murów. Potem tematyka niszczenia znalazła swoją kontynuację w filmach o kopalni w Złotym Stoku: „To zło złotostockie”, spaleniu pięknego zabytkowego domu w Lewinie Kłodzkim. W innym dokumencie pt.„Niefachowy stryczek”, reżyser opowiedział historię o tym jak sami Polacy mogą zepsuć etos swego narodu, podobnie jak w filmie o Hauptmanie.
Najnowszy obraz reżysera jest filmem o innym wspaniałym twórcy, Kazimierzu Kutzu, tyle, że opowiada o jego „drugim wcieleniu”: polityka pełniącego urząd senatora, który w swoim biurze przyjmuje i pomaga ludziom bezrobotnym, bezdomnym, uwikłanym w procesy, broniącym swojej godności. Jest to również obraz pisarza, felietonisty, człowieka walczącego o spowolnienie niszczenia Śląska – jego Śląska dymiących kopalni, robotnych ludzi, wielowiekowych tradycji. Kutz z prostotą wykłada swoją filozofię: Możesz być na tyle szczęśliwy, ile zrobisz dla innych albo przez innych. Zarejestrowane na taśmie obrazy ulic, budynków, zdewastowanych kopalni przypominają inne ruiny sprzed 50 lat. To jest tragedia miasta i ludzi, bo i taki jest Śląsk. Ile więc można jeszcze zepsuć w wyniku szkodliwych decyzji i działań? W filmie pada również pytanie: „Co z tym Śląskiem?” – a „co wobec tego co z tą Polską?” w której dzieło zniszczenia na różnych poziomach życia społecznego, politycznego, intelektualnego to niekończąca się historia...
Na szczęście nie wszystko można zepsuć. I o tym mówi Stando. Na przykład można zapobiec niszczeniu poczucia własnej wartości, można nie godzić się na destrukcję i głośno o tym mówić, skończyć z niemą akceptacją. Filmy reżysera prowokują tematem, obrazem, tekstem ale jak sam powiedział, robi je po to by coś zacząć budować, coś wskrzesić. Dlatego właśnie w jego obrazach nie brak ludzi honoru, postaci aktywnych, twórczych, umiejących dostrzec piękno – i na przekór skrzeczącej rzeczywistości budować to piękno wokół siebie.
Stando powiedział, że spotkanie z nim jest spotkaniem z człowiekiem, który wychodzi, a nie wchodzi do zawodu. Ale to nie ma żadnego znaczenia, liczy się to co za każdym razem ma nam do powiedzenia.
autor: Beata Dąbrowska