NIE BĘDZIE DOTACJI DLA GMIN?
No i się porobiło z tymi unijnymi dotacjami dla gmin na inwestycje, które miały być, ale nie dla wszystkich będą. Tym razem zawalił niby urząd marszałkowski naszego województwa, który przez ponad pół roku opiniował, opiniował, opiniował, ...aż termin minął i część gmin nie przekazało wniosków do wojewody, w tym jedna z naszego terenu. Jest to bodaj jedyny taki przypadek w kraju, co dobitnie świadczy o naszych urzędach. Jak zwykle, absolutnie nie ma winnych. Jednak, jak słusznie zauważył Kisiel, to jest rezultat socjalizmu, a nie jego wypaczenia, jak chcieli by zwolennicy socjalizmu, który to ustrój dzielnie rozwiązuje problemy nie istniejące nigdzie indziej. Co prawda rząd uznał problemy i warunkowo przyjął spóźnione wnioski, ale rozpatrzy je w drugiej kolejności.
Jak wiadomo, w normalnym układzie, każdy inwestuje tyle, na ile go stać. Nie jest to może wyjście idealne, ale najlepsze z możliwych. My, po przystąpieniu do Wspólnoty Europejskiej część z płaconych podatków przekazujemy w formie składek do unijnego budżetu, a z stamtąd, po potraceniu wysokich kosztów euro-biurokracji, część wróci w formie dotacji. Kto je otrzyma, na co i w jakiej wysokości – również zdecydują urzędnicy. Należy podkreślić, iż sam sposób sformułowania i uzasadnienia takich wniosków przypomina drogę przez mękę i świat Franca Kafki, co z kolei prowadzi do powstania nowej specjalizacji: wypełniaczy absurdalnych wniosków.
Jest to dość pokrętna droga i zupełnie bez sensu. Na domiar złego – kosztowna. Urzędnicy bowiem, zamiast rozwiązywać problemy ludzi zajmują się wnioskami, ale też przecież nie tak na poważnie, o czym świadczy opisywany przykład.
Zwolennicy spiskowej teorii dziejów sądzą, że to sama Unia ma swoich agentów mających za zadanie tak działać, aby jak najwięcej wniosków odpadło i jak najmniej pieniędzy wydano, lub wydano na określone cele, co ma o tyle sens, że jak zauważył już Sherock Holmes, najbardziej podejrzany jest ten, kto najwięcej korzysta.
Może być i tak, w końcu nie takie dziwy ten świat widział, ale może być inaczej. Może po prostu urzędnicy władz wojewódzkich zajmują się innymi sprawami. Ci z lewicy, walczą o przetrwanie po wyborach, zaś ci z prawicy już dzielą skórę na niedźwiedziu i ani jednym, ani drugim nie w głowie zajmowanie się wnioskami.
Jednak nie wybory są tu najważniejsze i wszystkiemu winne. Winny jest sam system, sposób przyznawania dotacji via urzędy. I nie ma wyjścia, może już tylko być źle, albo jeszcze gorzej.
Prawdopodobnie, sądząc po słowach z kampanii wyborczej, nowa koalicja powoła dodatkowy centralny organ państwowy, który ma zajmować się dotacjami unijnymi. Jeżeli będzie centralny to i wojewódzkie, powiatowe a może i gminne. Równolegle dalej w tych sprawach będą działać urzędy marszałkowskie. Rozdzielnictwo, koncesje, pozwolenia, dotacje, to choroba w naszym państwie, która umożliwia rozkwit korupcji, na wszystkich szczeblach decyzyjnych.
autor: Jan Pokrywka