Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Na Zielonej WYSPIE

NA ZIELONEJ WYSPIE


Pisałam już jak to jest w Irlandii na początku, co się wydarzyło, co musiałam załatwiać itd. W Polsce, w Nowej Wsi są dwie osoby, które szczególnie interesują co się u mnie dzieje jak sobie radzę, te osoby to moi rodzice. Chciałabym aby moje relacje były bardziej osobiste, kierowane właśnie do nich. Od dzisiaj będą miały zmieniona formę.
Drodzy Rodzice!
Od ostatniej relacji trochę się zmieniło. Przemek dostał pracę. Pracuje w firmie instalującej alarmy, kamery CCTV, linie telefoniczne oraz internet. To jest fajna praca, taka jaką chciał i nawet nieźle płatna. Jest tylko jeden problem w sumie nie problem ale dziwna sytuacja. Przemek znalazł tą pracę przez firmę rekrutującą pracowników i teraz oni chca mu zabierać część wypłaty, w sumie na tym to polega. Ma to trwać jakiś czas. Jego szef powiedział, że załatwi to jakoś, bo właściciel tej firmy jest jego przyjacielem, więc może uda się to pominąć. Przemek bardzo bał się rozmowy kwalifikacyjnej bo jego angielski nie jest najlepszy, ale okazało się, że wystarczający. Poza tym kiedy się go pytano o to jak będzie wykonywał swoje obowiązki, powiedział, że nie umie tego wytłumaczyć ale może pokazać. Szef zapytał go kiedy, Przemek odpowiedział, że nawet zaraz i takim sposobem w eleganckim ubraniu pojechał do pracy na budowę. Teraz czeka go załatwianie PPS oraz konta bankowego i to wszystko przez co ja przechodziłam.
W sumie moje sprawy urzędowe nie są jeszcze załatwione. Nadal czekam na PPS, kiedy go otrzymam muszę złożyć podanie o naliczenie mi progu podatkowego, co jak się dowiedziałam może trwać nawet osiem tygodni. Poza tym miałam problemy w banku bo przekręcili moje nazwisko. Dostałam kartę z nazwiskiem Pawek. Poszłam to wyjaśnić ponieważ w przyszłości będę się starać o kartę kredytową, i wszystko musi się zgadzać. To jest naturalne, że tutaj przekręca się polskie nazwiska, należy na to bardzo uważać. W każdym razie w banku nie robili mi problemów. Zmienili mi dane i przyślą nowa kartę, do tego czasu mogę korzystać ze starej.
Mojemu współlokatorowi kończyła się ważność prawa jazdy polskiego i myślał, że będzie musiał jechać specjalnie do Polski żeby je przedłużyć. Jednak najpierw poszedł do urzędu w Dungarvan mysląc, że go odeślą z kwitkiem. Okazało się jednak inaczej. Pani powiedziała mu, że w przeciągu tygodnia wyślą mu irlandzkie prawo jazdy, warunek był jeden, musiał mieć nowe prawo jazdy, unijne no i dwa zdjęcia. Od tego tygodnia Andi będzie jeździł na irlandzkim prawo jazdy.
Wiecie co, na każdym kroku spotykam Polaków, niemal wszędzie mogę usłyszeć polski język, nawet jedna z miejscowych gazet ma wkładkę w języku polskim, mam wrażenie, że jest nas więcej w Dungarvan niż tysiąc, zastanawiam się gdzie zdobyć takie informacje. Nie wszyscy mają tu wesoło, Andy był ostatnio u Polaków, którzy pracują na budowie za 300 euro tygodniowo, gdzie wyrabiają nawet po 60 godzin. Maksymalnie na całym etacie można wyrobić 39 godzin, wszystko ponadto to nadgodziny płatne 1,5 stawki. Z tym, że nadgodzin nie można mieć więcej niż 9 w ciągu tygodnia. Więc już widać, że prawo jest tam mocna naginane.
W dodatku ci mężczyźni żyją w strasznych warunkach, po 17 osób w małych barakach, za co odtrąca im się od pensji. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że oni SA zadowoleni bo starcza im na papierosy i picie, a w Polsce i tak więcej by nie zarobili. Niestety tak jest, Polacy nie zawsze umieją się szanować i walczyć o swoje. Taka sytuacja to raczej rzadkość ale takie też się zdarzają. Ja już dwukrotnie zawstydziłam się widząc swoich rodaków. Raz na promie, kiedy jedyną ukaraną osobą za zachowanie okazał się Polak, a drugi raz w pracy kiedy rozmawiałam z moją menager do sklepu wpadło kilku Polaków w stanie wskazującym na spożycie alkoholu i zaczęli się strasznie głośno zachowywać, kląć, oczywiście po polsku. Są też miłe sytuacje, czasami Polacy rozpoznają we mnie Polkę jakimś siódmym zmysłem, zdarzyło mi się to już kilka razy. To są miłe spotkania, zazwyczaj rozmowa dotyczy tego skąd dokładnie pochodzę, jak długo chcę zostać w Irlandii. Większość ludzi myśli o odłożeniu pieniędzy i powrocie do kraju, ja jeszcze naprawdę nie wiem co zrobię. Coraz bardziej mi się tutaj podoba, ludzie są mili, łatwiej się żyje. Za najniższą krajową można wziąć bez przeszkód kredyt na domek i rata kosztuje tyle co czynsz. Powrót do Polski oznaczałby na razie cięższe życie, trudniejszą egzystencję. Z drugiej strony tęsknię za rodziną, za Wami, za Sławkiem. Przecież jestem tu niecały miesiąc, a już rozmyślam o tym co się zmieniło w Polsce. Jak będę miała wolne pojadę do Dublina głosować na Prezydenta RP, może mój głos pomoże Donaldowi Tuskowi.
Na razie kończę, pozdrowienia dla wszystkich tych, którzy mają kogoś bliskiego kto pojechał szukać lepszego życia za granicą. Pozdrowienia dla Was Kochani Rodzice, podziękowania za wszystko co dla mnie zrobiliście i wierzcie mi jest mi tu dobrze.


autor: Córka swoich rodziców Aleksandra Panek


PS. Za tydzień tez napiszę do Was i do wszystkich kogo interesują losy Polaków za granica na moim przykładzie.