DEMOKRACJA POD PARTYJNYM NADZOREM
P. Janusz Laska («W kolejce do demokracji») krytykuje obecny, partyjny system wyłaniania kandydatów na posłów, a szczególnie desygnowania ich przez partyjne szczyty. Zdaniem szanownego Autora bardziej demokratycznym byłoby wyłaniania ich przez partyjne doły w czymś w rodzaju prawyborów. P. Janusz ma z pewnością rację, zarzucając obecnemu systemowi niedemokratyczność, ale sam złapał się w swoje sidła uznając, że to kandydaci wyłaniani przez partie polityczne (obojętnie czy przez «górę», czy «doły»), partie te mają reprezentować, bo tylko wtedy miałoby to jakiś sens logiczny. Tylko, że z demokracją nie ma to nic wspólnego, bo demokracja to przynajmniej w teorii – rządy ludu, a członkowie partii, choćby tylko przez to, że jest ich zdecydowanie mniej niż bezpartyjnych, żadnym ludem przecież nie są.
Są owszem zgrają rabusiów, patrząc na owoce ich działań, i środki, którymi się posługują. Posługują się nie swoimi pieniędzmi, siłą państwa wydartymi, pod przymusem podatkowym pozostałym bezpartyjnym i partyjnym z innych partii, oraz drobnym procentem pieniędzmi, które państwo odebrało im samym. Proporcje jednak są zdecydowanie na niekorzyść bezpartyjnych mas ludzi. Dotyczy to oczywiście jedynie partii, mocą ustawy otrzymujących dotację z kasy państwa. Tych partii jest chyba z 6. Historycznie sejm miał być przeciwwagą dla władzy, a ściślej – samowoli królewskiej. Miał więc dbać o interesy poddanych. W I Rzeczpospolitej posłowie reprezentowali poszczególne ziemie, konkretne terytoria i wybierani byli przez sejmiki ziemskie, które dawały
im dokładne instrukcje co mają w sejmie robić.
Był to model dość logiczny. Tymczasem system partyjny III RP, który wyłania rząd, nie jest do rządu w żadnej mierze opozycyjny, co najwyżej poszczególne partie są opozycyjne względem siebie w walce o władzę i o nasze pieniądze. Walka w sejmie nie jest więc wcale walką o interes obywateli a jedynie walką buldogów pod dywanem o co smaczniejszy kąsek dla siebie. W takiej sytuacji dla społeczeństwa nie ma de fakto najmniejszego znaczenia, czy kandydatem na posła został kompan od kielicha partyjnych dołów, czy sługa wierny partyjnej wierchuszki.
Problem polega bowiem na złej partyjnej ordynacji wyborczej, zwanej dla niepoznaki proporcjonalną, która daje szansę na zostanie posłem wyłącznie członkom partii, a jednoznacznie uniemożliwia wszystkim pozostałym. Zmiana tej ordynacji na większościową, z jednomandatowymi okręgami wyborczymi, bez progu, przybliży nas do demokracji, ponieważ dopiero wtedy społeczeństwo może wybrać kogo zechce nie oglądając się na partie, tylko że wtedy partie nikomu do niczego już nie będą potrzebne.
Proszę mi jednak powiedzieć, kto o zdrowych zmysłach i nie altruista mogący aktualnie coś uchwalić w sejmie, czyli dysponujący wiekszością głosów uchwaliłby ordynację, która odbierała by mu pieniądze i władzę. Uczyniłby to wyłącznie, by władza została samoograniczona.
Tak się jakoś dziwnie składa, że temat zmiany ordynacji pojawia się jedynie na krótko przed wyborami niczym wańka-wstańka. Kiedyś miała ją w programie AWS. Pan Janusz Laska niemalże na ten program się przysięgał i owszem zdobył za to dużo głosów mieszkańców Kłodzka, ale gdy po wyborach przyszedł ze swoim kolegą po fachu ówczesnym posłem Wawryniewiczem na zorganizowaną u nas w Kłodzku przez UPR konferencję na temet JOW, to niemalże doszło do rękoczynów podczas dyskusji z Panem Sanockim burmistrzem Nysy.
Gdy AWS doszła do władzy, popadła w amnezję, lub jak kto woli w pomroczność jasną w tym najważniejszym postulacie ich programu, a zajęła się stołkami i dzieleniem pieniędzy między siebie. Niedawno mówiła o JOW Platforma Obywatelska, ale im bliższa perspektywa wygrania wyborów, tym większa cisza nad tą trumną. Jestem bardzo ciekaw, czy PO nadal ma ten punkt w programie i gdzie można taki program otrzymać.
Najlepiej z imprimatur Donalda Tuska i Jana M. Rokity.
autor: Jan Pokrywka