GOSPODARKA BEZ POLITYKI
Telewizja podała, że biznesmeni dolnośląscy nie chcą, czy też raczej zamierzają nie chcieć inwestować na Białorusi, na co władze Wrocławia przytomnie zauważyły, iż zamrożenie kontaktów politycznych nie powinno oddziaływać na gospodarkę. Istotnie, sprawy gospodarcze nie mogą stykać się z polityką, gdyż takie kontakty niczym dobrym dla tej pierwszej się nie kończą. Warto przypomnieć, że gdyby nie tacy Cegielscy w zaborze pruskim czy Wokulscy w zaborze rosyjskim, to nie tylko Prus nie napisałby Lalki, ale w 1918 roku nie byłoby czego zbierać do kupy aby utworzyć niepodległą Polskę.
Być może owi, nie wymienieni z nazwiska biznesmeni, chcieli się w ten sposób podlizać władzy politycznej, bo socjalizm u nas w rozkwicie i powodzenie w interesach bardziej zależy od kaprysu urzędników lub układów politycznych niż pracowitości i pomysłowości. To trzeba oczywiście zmienić, jeżeli mamy być krajem rozwijającym się, a nie oazą dla przestępców i to jest rolą nowego parlamentu.
Władze polskie więc w imię nie wiadomo czyich interesów wystawiły na odstrzał polonię białoruską choć same nic nie są w stanie zrobić. Polska wojny Białorusi nie wypowie, co więcej, poza tym, wbrew oczekiwaniom naszego rządu, Wspólnota Europejska wcale nas w tej awanturze nie poparła. Dla Niemców liczy się partnerstwo strategiczne z Rosją. Przypomnę, że już wcześniej, właśnie Niemcy wyparły nas z handlu z Rosją zajmując nasze miejsce co skończyło się trwającymi do dziś “przejściowymi” trudnościami w handlu z tym krajem. Na otarcie łez pozostała nam Ukraina i Białoruś, ale i tu działamy nie we własnym interesie.
Polsce potrzebny jest silny rząd, który postawi naszą rachityczną gospodarkę na nogi wykorzystując kryzys w większości państw WE i dopiero gdy będziemy w miarę silnym gospodarczo państwem możemy silić się na politykę mocarstwową. Póki co jednak, nowy rząd musi działać w interesie Polski i Polaków a nie choćby i najlepszych przyjaciół, albowiem, jak pisał biskup Krasicki, wśród najlepszych przyjaciół psy zająca zjadły.
Pan Janusz Laska w swoim artykule pt. “ W Kolejce do demokracji”, w GB Nr 34 ubolewa, że żadna partia w sposób demokratyczny nie wyłoniła swoich kandydatów na listy wyborcze do parlamentu, zawsze ostateczny i decydujący głos należał do przywódcy (centralnego lub lokalnego)” Wydaje mi się, że pan Janusz na koniec wakacji mocno naładował swoje akumulatory i trysnął mocnym żartem.
Panie Januszu, jeżeli w III RP obowiązuje ordynacja wyborcza do parlamentu tak zwana proporcjonalna, a nie większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. (JOW) to nie można mówić a tym bardziej pisać, że są łamane zasady demokratyczne przy tworzeniu list wyborczych. Listy partyjne zatwierdzane są w myśl centralizmu demokratycznego i leninowskich zasad. Niezależnie jakim przymiotnikami te partie się określają, chcąc pokazać swoim potencjalnym członkom i społeczeństwu, że właśnie nasza partia jest demokratyczna, reprezentuje wszystkie wartości, jest prorynkowa, prospołeczna i nawet zajmuje się pojedynczym komarem, to zawsze w swej istocie kieruje się LENINOWSKIMI ZASADAMI. Wszelkie działania są nakierowane na Wodza partii, jak Wódz mówi to mówi same mądre rzeczy a masy (członkowie partii) mają słuchać i na pamięć się uczyć, tego co Wódz mówi. W przypadku dopuszczenia przez Wodzów wszystkich partii do wolnych wyborów (a to może dopiero nastąpić przy zmianie ordynacji wyborczej) a nie do głosowania jak jest dziś, sytuacja tych Wodzów, Przywódców, Liderów w sposób zasadniczy by się zmieniła.
Zmniejszenie okręgu wyborczego do wielkości powiatu, automatycznie zmusza kandydatów do pokazania się bezpośrednio wyborcom. Szanse do otrzymania mandatu posła miałby kandydat mający 30% poparcia w okręgu. Siłą rzeczy o ludzi znanych szanowanych w tak małym okręgu wyborczym Wodzowie między sobą toczyliby boje. To kandydat na posła decydowałby, która partia może go popierać.
Wyborcy w takim okręgu dokonaliby wyboru bezpośredniego człowieka a nie partii do parlamentu. Obowiązywałaby zasada jak przy wyborze obecnie wójtów, burmistrzów, prezydentów miast.
Na dzień dzisiejszy, panie Januszu nie ma wolnych wyborów, obowiązuje kampania medialna, billbordy i pokazywanie się Wodzów w TVP, to wszystko. Nie daję wiary, że pan Janusz polityk szczebla powiatowego tych prostych zasad nie zna, dlatego też napisałem, że tryska dobrym poczuciem humoru opowiadając na łamach gazet bajki dla ćwierć inteligentów o demokracji i wolnych wyborach.
Akcja Wyborcza Solidarność w swoim programie wyborczym podnosiła sprawę zmiany ordynacji wyborczej i co i nic. Pamiętam jak dziś akcję pana Janusza z samym posłem Wawryniewiczem na kłodzkiej Konferencji “O Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”, był oczywiście “za, a nawet przeciw”. Obecnie PO znowu mówi o konieczności zmiany ordynacji wyborczej, ale czytając bardzo obszerny artykuł kandydata na posła z ramienia PO p. Jakuba Szulca pt. Szukasz pracy? Masz! odnoszę wrażenie, że nie wszyscy kandydaci PO o tym wiedzą.
autor: Jan Pokrywka