Szukasz pracy? Masz!
30% mieszkańców w wieku produkcyjnym bez pracy, ponad 40% bezrobotnych do 24 roku życia, ponad połowa rodzin co miesiąc zastanawia się, czy wystarczy do pierwszego – to statystyki Powiatu Kłodzkiego. Dotychczasowa polityka obniżania poziomu bezrobocia poniosła całkowite fiasko. Nic, tylko rwać włosy z głowy. Czy nie ma rozwiązania? Problem bezrobocia nie jest jednak nierozwiązywalny. Recepta leży w zasięgu ręki – dotychczasowe rządy unikały jej jednak jak ognia uważając, że redystrybucja dochodów przez system zasiłków i dopłacania do nierentownych przedsiębiorstw zaowocuje zmniejszeniem liczby ludzi bez pracy.
Co trzeba zrobić? Po pierwsze zmniejszyć koszty funkcjonowania państwa, po drugie obniżyć podatki i (to nawet ważniejsze) pozapłacowe koszty pracy, po trzecie: zapewnić dostęp do pieniędzy chcącym inwestować we własnym zakresie. Niewykonalne? Wręcz przeciwnie!
Tanie państwo nie zapewnia przyrostu miejsc pracy, jest jednak warunkiem koniecznym dla dobrego funkcjonowania gospodarki – w przeciwnym razie pieniądze, które mogłyby być wydawane na rynku (o mechanizmie stymulowania gospodarki przez konsumpcję, inwestycje i oszczędności pisałem w 29 numerze GP) są ściągane w postaci podatków, opłat parapodatkowych i innych obciążeń a następnie marnotrawione. Miejsca na oszczędności w Polsce jest mnóstwo na każdym szczeblu władzy: zaczynając od urzędów centralnych (prezydent mieszkający w Pałacu Namiestnikowskim zamiast np. w Belwederze – koszty utrzymania blisko 10 razy wyższe, zbyt duża liczba posłów, niepotrzebny Senat, masa agencji rządowych, utrzymywanie i tworzenie nowych zakładów budżetowych, do których wyprowadzane są pieniądze z budżetu), przez poziom województwa (współistnienie pokrywających się kompetencjami struktur w Urzędach Wojewódzkich i Sejmikach), na szczeblu powiatu i gminy kończąc (struktura kompetencji niedopasowana do rozdziału środków). Na tym jednak nie koniec. Najważniejszym problemem jest tutaj uchwalanie złego prawa, które zamiast poprawiać sytuację budżetu Polski generuje kolejne wydatki (chociażby ustawa o emeryturach górniczych). Ten stan można zmienić, co więcej, nie wymaga on nakładów finansowych – jedyne, z czego musimy zdać sobie sprawę to fakt, że pieniądze publiczne, to nasze pieniądze, że płacąc haracz państwu mamy prawo wymagać efektywnego wykorzystania części naszych dochodów.
Punkt drugi ma już bezpośredni związek z gospodarką: to nie płace minimalne, nie tygodniowy czas pracy, lecz system podatkowy jest kluczem dla tworzenia nowych miejsc pracy. Im wyższe są bowiem podatki, tym mniej pieniądza który może być efektywnie wykorzystany – mniej kupujemy – firmy zarabiają mniej pieniędzy, więc mniej produkują i mniej inwestują, a co za tym idzie – zwalniają pracowników. Teraz państwo musi wydać więcej pieniędzy na zasiłki dla bezrobotnych i pomoc społeczną. Najprostszym sposobem jest podniesienie podatków (lub ukrytych obciążeń parapodatkowych), znowu mamy mniej pieniądza w gospodarce, firmy zwalniają ludzi, koło się zamyka. Już jesteśmy w zaklętym kręgu, który doprowadza do ruiny nie tylko państwo, ale i całą gospodarkę. Przedsiębiorca może wybierać między bankructwem, a ucieczką w szarą strefę. Teraz załóżmy, że wprowadzamy ujednolicony system podatkowy ze stawkami niższymi od obecnych o 5–6 punktów procentowych. Dodatkowo upraszczamy rozliczenie z fiskusem – brak ulg, brak ton papieru zmarnowanych na deklaracje podatkowe – prosta kalkulacja – podatek jako procent od dochodów – rozliczając się wystarczy wysłać kartkę lub e-maila. Efekt budżetowy? Spadek wpływów do budżetu, czyli większy deficyt. Większy, ale nie o 5–6% jak wskazywałaby logika, lecz o maksymalnie 2–3%. Dlaczego? Cóż, niższy podatek to więcej pieniędzy w kieszeni – więcej wydajemy – firmy produkują więcej, decydują się inwestować – wzrasta zatrudnienie – znowu więcej pieniędzy, itd. itd. Spada bezrobocie, więc maleją wydatki socjalne państwa, dodatkowo nowozatrudnieni też płacą podatki, czyli wzrastają dochody budżetowe. Co więcej, szara strefa zaczyna się ujawniać, bo podatki nie dławią już działalności gospodarczej. Doświadczenia innych krajów pokazują, że przychody do budżetu wyrównują się już po 2 latach, później zaś znacznie przekraczają poziom sprzed reformy.
Dostęp do pieniędzy to bolączka wielu ambitnych i sprawnych ludzi, którzy mają pomysł na własny biznes. Kredyt w banku często nie wchodzi w rachubę, jest zresztą bardzo drogi, wobec czego na pomysłach najczęściej się kończy. Rozwiązaniem jest utworzenie Spółki Inwestycyjnej, której udziałowcami będzie jak najszersza grupa firm z naszego regionu przy współudziale kapitału zewnętrznego (czy to na zasadzie venture capital, czy też poprzez emisję akcji na zewnątrz). Zadaniem Spółki będzie analizowanie projektów prowadzenia działalności gospodarczej, pomoc w tworzeniu biznes planów, inwestowanie w rozwój firm już działających, pozyskiwanie funduszy unijnych, wiązanie różnych projektów w większe całości. Zadania nie do zrealizowania dla osoby prowadzącej działalność gospodarczą, czy niewielkiej firmy mogą być z powodzeniem zrealizowane przez kilku specjalistów. Po weryfikacji pomysłu Spółka wchodziłaby do projektu jako inwestor wspierając właściciela w obsłudze formalno-prawnej (fiskus, rachunkowość, przepisy prawne) i kontrolując przebieg realizacji projektu. Szerokie potraktowanie takiej działalności pozwoliłoby na realizację projektów o wartości kilku do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie już na początku działalności. Pomysł nie jest nowy, takie formy realizowania inwestycji funkcjonują z powodzeniem w krajach lepiej rozwiniętych – warto je zaszczepić również na nasz grunt.
Z powyższej analizy dość jednoznacznie wynika możliwość zbicia bezrobocia do poziomu nawet jednocyfrowego. Konieczne jest jednak egzekwowanie od naszych włodarzy przestrzegania reguł ekonomicznej gry i zarządzania majątkiem publicznym tak jak własnym. W przeciwnym wypadku będziemy nadal klepać biedę i zastanawiać się, kto nas oszuka w kolejnej kadencji.
autor: Jakub Szulc
Autor jest zatrudniony w Banku BPH na stanowisku Dyrektora w Pionie Rynków Międzynarodowych, kandydat PO na posła z Ziemi Kłodzkiej