Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Kolejka Do Demokracji

W kolejce do demokracji

Od 15 lat nasz kraj dąży do demokracji. Cóż to oznacza?


Wielu z nas pamięta lata 60. i 70., kiedy to propaganda wmawiała społeczeństwu, że w Polsce jest system „demokracji socjalistycznej”. Ba, krążył nawet dowcip, że „demokracja” od „demokracji socjalistycznej” różni się tak samo, jak „krzesło” od „krzesła elektrycznego”, co dowodzi, że większości z nas ani system monopartryjny, ani system „dyktatury proletariatu”, ani „centralne sterowanie państwem” po prostu się nie podobały. W ciągu 15 lat przestrzeń demokracji w oczywisty i odczuwalny dla wszystkich sposób się powiększyła, chociaż daleko nam do takich państw, jak USA czy Wielka Brytania. W przededniu wyborów parlamentarnych chciałbym zatrzymać się nad naszym życiem politycznym, nad poziomem demokracji w polityce, a w szczególności w partiach politycznych, które kreują naszą społeczną i polityczną rzeczywistość, a które – w moim przeświadczeniu – demokratyzują się z największym opóźnmieniem i najmocniejszymi oporami. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy partia nie mająca wenętrznych mechanizmów demokratycznych, może budować demokratyczne struktury w państwie? Czy parlamentarzyści partii niedemokratycznych, są w stanie przestrzegać demokratycznych zasad postępowania? Codzienne doświadczenie pokazuje nam – że nie ma takiej możliwości, bowiem w partiach nie zbudowanych na demokratycznych zasadach najważniejsi są przywódcy (szefowie partii i regionalni „ważniacy”). W przełomowych dla partii momentach (a takimi są wybory parlamentarne, samorządowe, tworzenie prawa, etc.) przywódcy mają skłonność do otaczania się pochlebcami, kolesiami, ludźmi myślącymi i mówiącymi tak samo, jak oni. Chcą być pewni, że nikt w partii nie „wywinie im jakiegoś numeru”. Taki mechanizm jest oczywiście „równaniem w dół”, bo przywódcy (krajowi, regionalni) izolują i deprecjonują wszystkich, którzy myślą inaczej, niż oni. Nic więc dziwnego, że większość Polaków nie należy do żadnej partii. Nie pasuje im system, promujący „mierność” lub „nijakość”.
Powszechnie znaną i komentowaną w mediach ilustarcją dla takich działań są poczynania przywódców SLD, Samoobrony i LPR, ale niestety i pozostałych partii na polskiej scenie politycznej. W tym roku ŻADNA partia nie wyłoniła swoich kandydatów na listy wyborcze w demokratyczny sposób, zawsze ostateczny i decydujący głos należał do przywódcy (centralnego lub lokalnego). Tzw. „doły partyjne” mogły jedynie „skomleć”, przypochlebiać się lub stosować różnorodne „sztuczki i naciski”, by jednak ktoś spoza grona zaufanych ludzi szefa na liście się znalazł. Piszę to z wielkim ubolewaniem, bo obserwowałem w jaki sposób formowano listy kandydatów do Parlamentu w Pi S oraz PO – niestety także w tych partiach, które słowo „demokracja” w swoich programach wyborczych odmieniają przez wszystkie przypadki – nie było najmniejszych objawów demokratycznego wyłaniania osób na liście. Zasada „wierności” była najważniejsza. A jak to powinno być – pokuszę się o opisanie demokratycznych procedur wyłaniania kandydatów do pralamentu wenątrz partii, w opraciu o doświadczenia innych państw. Najniższe ogniwo partii (powiatowe lub miejskie) wybiera kandydata do parlamentu. Każdy ma prawo zgłosić takiego kandydata, jakiego uważa za najlepszego dla swojego terenu – także spoza grona członków partii. W głosowaniu tajnym przegłosowuje się jedną lub dwie kandydatury z powiatu lub miasta, których już nikt nie ma prawa „wykreślić” z listy. W taki sposób w okręgu wyborczym wyłania się kilkunastu lub kilkudziesięciu kandydatów (proporcjonalnie do wielkości komórki partyjnej z każdego powiatu lub miasta). Podczas spotkania regionalnego (obejmującego okręg wyborczy) kandydaci prezentują swoje poglądy, pomysły, kompetencje – następują tzw. „okręgowe prawybory”. Członkowie partii z okręgu głosują tajnie na kandydatów. Ilość głosów ustala kolejność na liście (nie szef partii, a prawybory). Osoby z lokatą dalszą niż ilość miejsc na liście w okręgu, „wypadają z gry”. Rola wojewódzkich i centralnych władz partii w tym wypadku ograniczona jest do pomocy w rejestracji list oraz do zbierania danych o kandydatach. Procedury wyłaniania kandydatów na Prezydenta przebiega analogicznie, ale nie kończy się na poziomie okręgu wyborczego, lecz procedowanie trwa aż do „wewnątrzpartyjnych prawyborów” na poziomie krajowym, czyli do wyłonienia jednego kandydata.
Powyższa procedura daje szansę na „równanie w górę”, czyli na lansowaniu ludzi, którzy merytorycznie i moralnie są najlepiej przygotowani do rządzenia państwem. Siły i pomysłowość członków partii w takiej procedurze skupiają się na „promowaniu najlepszych”, a nie, jak dotychczas, na „wycinaniu konkurencji”. Unika się też monopolizacji władzy w partii – a każdy monopol z definicji jest antydemokratyczny. Czekam na dzień, w którym bodaj jedna partia w naszym kraju będzie działała wewnętrznie według reguł demokratycznych, bo tylko taka partia ma szansę na przetrwanie stu i więcej lat w polityce. Partie niedemokratyczne działają dwa – trzy sezony i rozpadają się, bo rozsadzają je wewnętrzne problemy z utrzymaniem wierności przywódcom. Dlatego w mininym 15-leciu tak wiele partii rozpadło się lub znikło z polskiej sceny politycznej. Proces demokratyzowania naszego ustroju trwa.... Jak długo? Któż to wie....


autor: Janusz Laska