Jagodowa wojna
Lasy w okolicach Bystrzycy przeżywają prawdziwe oblężenie. Spowodowane jest to nagłą falą ludzi, którzy mimo złych warunków klimatycznych przemierzają podmokłe lasy w poszukiwaniu… jagód. Dziwnym zjawiskiem jest jednak to, że jest ich więcej niż owoców. Nieprzerwanie można zauważyć konflikt, m.in. na Młotach, gdzie osoby wręcz prześcigają się w oberwaniu niezbyt urodzajnego krzaczka.:)
Najśmieszniejsze zdarzenie miało jednak miejsce na bazarze w moim mieście. ”Pewien starszy mężczyzna pragnąc sprzedać jagody podsiadł kobietę, która zajmowała to miejsce kilka wcześniejszych dni z rzędu. Rozwścieczona pani wzięła w rękę garść owoców i rzuciła w biednego mężczyznę dodając stos obelg. On nie zachował się jak dżentelmen, odpłacił jej pięknym za nadobne. Rozpoczęła się prawdziwa wojna na… jagody.:) Niemal wszyscy sprzedający wzięli w niej udział, a ich towar wciąż ubywał. Po krótkim czasie stwierdzili, że nie mają już co sprzedawać, przeklinając opuścili bazar”
Ta historia daje wiele do myślenia. Czy faktycznie miejsce, w którym pragnie się cokolwiek sprzedać jest takie ważne? Moim zdaniem NIE, ponieważ najistotniejsza pozostaje jak zawsze-CENA:)
autor: Anna Kolman