Cmentarz pionierów
W pobliżu kościoła katolickiego pw św. Jakuba, a w bezpośrednim sąsiedztwie plebanijnej posesji znajduje się na wzgórku niewielki cmentarz. Na furtce wejściowej tabliczka z napisem: „Cmentarz parafialny w Krosnowicach”. Ale od 43 lat nie ma tu już żadnych pochówków. Jednak znakomita większość grobów znajduje się w dobrym stanie. Są zadbane i uporządkowane. Na wielu z nich świeże kwiaty. Ale są też mogiły zaniedbane, zarośnięte chwastami i częściowo zdeformowane. Spoczywają tu kości tych, którzy nie mają już w pobliżu krewnych ani bliskich. Jest też 14 nagrobków z niemieckimi napisami. Wszyscy spoczywają w spokoju i przyjaznej zgodzie. Spacerując po zarośniętych trawą cmentarnych ścieżkach nie stwierdziłem bezmyślnych, czy chuligańskich zniszczeń jakiejkolwiek mogiły. Ten obraz daje pozytywne świadectwo o mieszkańcach Krosnowic, ich kulturze i powszechnym szacunku dla tych, którzy odeszli po wieczny spoczynek. Infrastruktura tej małej nekropolii ma charakter nie tylko pamiątkowy, uświęcony krwią zmarłych, ale i mocno patriotyczny. Zaraz po wejściu na lewej stronie stoi symboliczny nagrobek. Na obu jego skrzydłach i w samym środku czytamy: „Naszym najbliższym, którzy spoczywają na polskich cmentarzach, niech odpoczywają w spokoju. Poległym w powstaniach, obozach i łagrach w obronie wolności narodów. Bóg i Ojczyzna, Honor i Męstwo. Parafia Krosnowice”.
Na powierzchni cmentarnej spoczywają pionierzy z lat czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Przybyli tu z własnej chęci w poszukiwaniu swojego miejsca pod słońcem, oraz wielu, którzy decyzją ówczesnych władz zostali skierowani do zagospodarowania Ziem Odzyskanych. Z tafli nagrobków i tabliczek przytroczonych do krzyży odczytuję nazwiska: Marian Suchecki, Marek Biernacki, Stanisław Bożyczko, Benedykt Łapicki, Antoni Kutny, Władysław Skrzypczak, Julian Malara, czy Janina Krząścik. Są też groby z napisami, które budzą emocje i przywracają atmosferę tamtych lat. Stoję przed grobem i widzę tabliczkę z napisem: „Jan Sołtys, ofiara MO i UB z miasta Kłodzka”. Jest też mogiła, w której spoczywa zamordowany przez najbliższych sąsiadów J. Bujak. Pogrzebany tu został były działacz ZHP z Wielisławia i były instruktor ZP.ZMP z Kłodzka – Józef Miskowiec. Jego żona otrzymała propozycję nie do odrzucenia: Albo pogrzeb świecki na koszt państwa, albo z księdzem na koszt rodziny. Z konieczności wybrała ten pierwszy wariant. Podobno kilka dni po uroczystości pogrzebowej znalazł się na grobie krzyż z odpowiednim napisem. Najwięcej emocji stwarza grób w dolnej części cmentarza. Powstają o nim różnorodne legendy. Na nagrobku pięcioramienna gwiazda. I nic więcej. Żadnego napisu. Taka mogiła incognito. Nie wszyscy już pamiętają kto tam spoczywa. Niektórzy młodzi krosnowiczanie twierdzą, że „pewnie jakiś żołnierz radziecki”. Jest to tymczasem grób niejakiego Borowskiego. Imienia jego mało kto już pamięta. Był polskim komunistą przybyłym z Francji. Bardzo ciekawy człowiek. Publicznie wyznawał, że jest zwolennikiem materializmu dialektycznego. W domu zaś na ścianie wisiały religijne obrazy. Miał chorą żonę, z całą pewnością syna Leona i podobno córkę. Zasłynął jako działacz partyjny i związkowy. Aktywny i operatywny. Pozałatwiał ludziom wiele spraw. Pozostawił po sobie dobrą opinię. Niektórzy mieszkańcy Krosnowic opowiadają, że na uroczystości pogrzebowej jeden z uczestników miał zanucić „Międzynarodówkę”. Inni mówią, że nic takiego nie słyszeli. Jego najbliższy kolega miał położyć na grobie tabliczkę z napisem: „Śpij kolego w ciemnym grobie. Niech się socjalizm przyśni Tobie”. Jedno jest pewne: 1 sierpnia leżały na jego grobie świeże kwiaty.
Krosnowiccy strażacy na poboczu cmentarza wznieśli pamiątkowe lapidarium. Z wielkim pietyzmem złożyli tu kilkanaście poniemieckich nagrobków, a nawet fragmenty w postaci małych elementów zebranych na powierzchni cmentarza. Warto, by stosowne władze przy wsparciu wszystkich krosnowickich organizacji i stowarzyszeń wmontowały tam tablicę z krótką historią cmentarza.
Poszukuję rejestru grobów. Kłodzka „Concordia” nie dysponuje takim spisem. Bo był to cmentarz parafialny, a nie komunalny. Miejscowy ksiądz proboszcz jest lichego zdrowia. Ze Szpitala Powiatowego w Kłodzku został przewieziony do Wrocławia. Działaczki Rady Parafialnej utrzymują, że takiej księgi raczej nie ma. Gdyby zaś się znalazła to będzie niekompletna.
Skoro potwierdza to prawda, warto pomyśleć o dokonaniu inwentaryzacji wszystkich mogił. Tych niemieckich i tych polskich. Zarówno krosnowiczanie, jak i turyści są tego warci. To im się należy.
autor: Franciszek Jędrysek