Rozważania bizantyjskie
W “Rozważaniach nie zawsze na serio” w 29 numerze GP Pani Katarzyna Redmerska odnosi się do artykułu J.Laski “Putinowcy w Kłodzku”. Czytając wspomniane rozważania odniosłem wrażenie, że tym razem na serio faktycznie nie było. Nie odbierając pp J.Lasce przyjemności riposty, chciałbym skreślić kilka słów na poruszony temat – jest bowiem zbyt istotny żeby przejść mimo.
Sugerowanie nam uniżoności wobec Rosji z tylko z tego tytułu, że jest krajem większym i posiada dostęp do broni atomowej w sytuacji, kiedy rząd Putina kolejnymi posunięciami pokazuje dobitnie gdzie nasze miejsce faktycznie zakrawa na żart. Nie zostaliśmy zaproszeni do Kaliningradu, podczas obchodów 60-ej rocznicy zakończenia II wojny światowej pokazano, że czwarta pod względem liczebności armia miała mniejsze znaczenie niż francuski Resistance – w ciągu ostatnich dwóch lat widać było sporo przykładów takiej właśnie polityki Rosji wobec Polski. Pisze Pani, że Rosja jest na nas za coś obrażona. Jeżeli tak, to warto zastanowić się za co. Nie znajduję zbyt wielu powodów, dla których Wielka Rosja ma się na nas gniewać. Nie po to wstępowaliśmy do NATO, żeby starać się przypodobać rosyjskim włodarzom tak jak czynią to Niemcy i Francja. Działania wyżej wymienionych, przytaczane przez Panią jako dowody na potęgę Rosji, dowodzą niestety tylko bardzo miernego formatu rządzących we wspomnianych krajach (nie pierwszy to zresztą raz, a pewnie i nie ostatni). W 1938 roku premier Wielkiej Brytanii Chamberlain wrócił z konferencji pokojowej w Monachium (podczas której zadecydowano o rozbiorze Czechosłowacji) ze słowami: “Przywożę Wam pokój”. W kontekście późniejszych wydarzeń nietrudno o ocenę tamtej sytuacji, historia dostarcza wielu przykładów, że polityka ustępstw wobec agresora absolutnie się nie sprawdza.
Rosjanie wieku dwudziestego wychowywani byli w przekonaniu o wielkości swego kraju i jedynej słusznej ideologii – komunizmie. Dopóki trwała zimna wojna kraje bloku socjalistycznego budowały „lepszą przyszłość”, komuna jednak zbankrutowała a z potęgi militarnej pozostał „magiczny atomowy guzik”, którego każe nam się Pani bać. Oczywiście nie należy niedoceniać siły Rosjan, dobrze jednak jest mieć świadomość, że to nie my jesteśmy tutaj stroną psującą wzajemne stosunki. Rosja w obecnej chwili jest mniej bizantyjska niż był ZSRR, niemniej odniesienia pozostają. Odpowiednikiem religii była komunistyczna ideologia i świadomość bycia potęgą militarną. O komunizmie nikt już obecnie nie mówi, więc Rosja ratuje wyobrażenie swoich mieszkańców o „Maguczej Rossiji” przez wymachiwanie szabelką na arenie międzynarodowej. Wina Polski jest zaś taka, że jesteśmy jej sąsiadami.
Co zaś się tyczy bizantyjskich porównań – nie mnie oceniać zamysł Pana Laski – zdaje mi się jednak, że rzecz nie w tym, jakich słów używamy, lecz jakie treści te słowa niosą: komunizm był świecką religią, zakres uprawnień rosyjskiego prezydenta nie odbiega aż tak daleko od cesarskich, co zaś się tyczy rosyjskiej demokracji, miałbym pewne wątpliwości, zważywszy na sposób rozprawiania się z nieprawomyślnymi. Nie mam natomiast wątpliwości, że gdyby Hitler czy Stalin zwali się królami, cesarzami, prezydentami czy książętami w żaden sposób nie zmieniłoby to ich z morderców w świętych.
autor: Jakub Szulc
Autor pracuje w Banku BPH S.A. na stanowisku Dyrektora w Pionie Rynków Międzynarodowych, kandydat na posła z Ziemi Kłodzkiej PO RP