Codzienna droga
Na bardzo malutkim trawniku dwa drzewka. Jesienią i zimą ogołocone z liści, szare wyglądają jak zmarznięte. Gdy przychodzi wiosna pokazują się pierwsze malutkie listeczki, pierwsza zieleń. A w lecie jedno z tych malutkich drzewek, których nazw nie znam, kwitnie. Kwiatuszki białe, gęsto przeplatają zielone, gęste liście. I jednego dnia – obcięte wierzchołki leżą w trawie obok. Ile razy idę, czuje ból tych okaleczonych drzewek bezmyślnie, czy złośliwie.
Parę kroków dalej na progu czyjegoś domu siedzi stary człowiek i wyjada coś z leżącego na kolanach papieru. Wieczór chłodny. Nie ma domu, jest często głodny. A wokól bujne lato – nie dal wszystkich przyjemne. Na pewno nie dla czarnego pieska, który nagle z domu, w którym był zadbany i – zdawało mu się – lubiany – znalazł się na ulicy, wyrzucony z samochodu. Siedział sobie grzecznie, ciesząc się jazdą i – nagle samochód przystanął i jego wyrzucono, a samochód odjechał. On nie umie mówić i skarżyć się – czy naprawdę nie ma możności ukarania zbrodniarza, krzywdzącego bezbronną, niewinną i do tego kochającą istotę?
autor: Maria Drozdowska