TRUSKAWKOWA KLĘSKA
Pewnych rzeczy nie sposób zrozumieć posługując się zasadami logiki, więc pozostają wyjaśnienia przekraczające granicę tego świata. Oto rolnicy, a ściślej: “producenci” truskawek narzekają (który to już rok z rzędu?), że to zajęcie nieopłacalne, bo truskawki są po prostu za tanie. Możemy więc przestać być jako kraj potęgą w uprawie tego owocu, tak jak przestaliśmy być 10 potęgą przemysłową świata. Problem więc poważny.
W detalu truskawki kosztują od 2,50 do 3 złociszy, a u rolnika ok. 1 zł. Oznacza to, że lwią część ceny bierze pośrednik. Tak to w każdym razie się wydaje, ale zmotoryzowani widzą to inaczej. Jeżdżąc po drogach często spotkać można sprzedających truskawki tuż przy plantacjach i to w podobnych cenach jak na straganach. Można więc powiedzieć, że ów przedział od 2 do 3 zł w zależności od jakości) to cena równowagi rynkowej. Gdyby kosztowały więcej, nie byłoby na nie chętnych. Gdyby zaś kosztowały mniej, chętnych byłoby zbyt wielu. Rynek określa więc pewien pułap ceny możliwy do przyjęcia przez obydwie strony, tj. sprzedającego i kupującego.
Oczywistym jest, iż dla plantatora najkorzystniejsza byłaby cena najwyższa, ale życie jest bardziej skomplikowane i tak się po prostu nie da. Tym bardziej, że truskawka to owoc nietrwały i o ile nie zostanie szybko sprzedany nadaje się co najwyżej do przetwórstwa.
Dziwić to może, bo po pierwsze primo (jak mawiał Lech Wałęsa) po akceptacji traktatu nicejskiego na naszych rolników miał spaść złoty deszcz euro, a tu nie dość, że żadnego deszczu, to jeszcze import z Zachodu tańszy.
Co tam z Zachodu, nawet z Chin (i to jest drugie primo) truskawkę sprowadzają tańszą. Jak to jest, pytam się ekspertów, że sprowadzana z Państwa Środka truskawka jest tańsza, skoro odległość spora i koszty transportu i przechowalnictwa (chłodnie) ogromne, a naszym rolnikom bardziej opłaca się nie zbierać i plony zaorać niż sprzedawać po 2 zł? Czy aby przyczyna nie leży w zbyt wysokich kosztach produkcji, których lwią część stanowią podatki? Z pewnością, ale w takim razie zamiast narzekać na import, zrównajmy nasze podatki z chińskimi, a wtedy, jeśli to nie my zasypiemy polskimi truskawkami Chiny, to w najgorszym wypadku Chińczykom nie będzie się opłacało sprzedawać ich u nas i problem rozwiązany.
autor: Jan Pokrywka