Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Polski Dysneyland Kaczor Donald Korwin

“Polski Dysneyland Kaczor, Donald i Korwin Mikke”


Tytuł pochodzi oczywiście z kabaretowych spotkań w Mrągowie. I coś “tu jest na rzeczy” – jak mawiają moi znajomi – bowiem od kilku tygodni trwa w polskich mediach “festiwal przedwyborczy”, w którym role “poważnych polityków” przejmują trefnisie, aktorzy, kabaretowcy, gwiazdy rocka i popu, natomiast role “zabawiaczy publiczności” przejmują szefowie różnych partii.
Trochę mnie to bawi, gdy w prasie, radiu i telewizji znani piosenkarze, pod presją politycznych propozycji kandydowania do Sejmu lub Senatu, wysilają się, by udowodnić, że znają się na czymś więcej niż śpiewaniu. Ich polityczna ignorancja jest uderzająca, a przecież propozycje kandydowania do tych ważnych ciał otrzymują nie ze względu na swoją fachowość w tworzeniu prawa, ani też ze względu na wiedzę z zakresu jakiejkolwiek dziedziny, ale po prostu dlatego, że są popularni i medialnie rozpoznawalni przez każdego dorosłego Polaka. Czy to jednak dobrze świadczy o partiach, które być może wprowadzą do Polskiego Parlamentu kilka (-naście?) popularnych twarzy, zupełnie nieprzydatnych w procesie legislacyjnym? Czyż to nie jest osłabianie ważnych organów państwa już na etapie tworzenia list wyborczych? Czy warto sobie robić “jaja” z ustanawiania polskiego prawa? Przecież nikt nie zabrania piosenkarzom popierać fachowych kandydatów – co może się okazać skuteczniejszym rozwiązaniem, niż “wciskanie w parlamentarne fotele” tych, którym najlepiej wychodzi śpiewanie.
Równie zabawne wydają mi się “schowmaanskie” zapędy liderów partii politycznych, ich “nibyluz”, “dowcipkowanie”, “śpiewy” i “gra aktorska” podczas mittingów wyborczych i różnorodnych konwencji. Oczywiście media tłumaczą takie zachowania naśladowaniem wzorców amerykańskich, tylko jakoś nikt nie potrafi zauważyć, że w USA role prowadzących konwencje wyborcze ZAWSZE powierzane są zawodowym schowmaanom, prezenterom, specom od występowania przed tłumem. Nigdy tego nie robią liderzy partii – co w polskiej rzeczywistości jest nagminne. Być może politykom wydaje się, że są lepsi w występach estradowych, niż “siły fachowe”, a być może po prostu nie oglądają samych siebie, żałośnie “pajacujących” na przedwyborczej scenie.
Jakoś tak się w naszym kraju porobiło, że wielu polityków, zamiast uprawiania rzetelnej polityki, zabiera się za działania estradowe (z wszystkich opcji politycznych zresztą), a całkiem spora grupka estradowców pragnie spróbować swoich sił w polityce (wprost z estrady, z pominięciem etapu terminowania, przyuczania do zawodu, zdobywania wiedzy i doświadczenia). Nie wierzę w to, że piosenkarz będzie lepszym politykiem niż prawnik, ekonomista, naukowiec, samorządowiec. Nie wierzę także w czyste intencje partii politycznych, pragnących podnieść swoje notowania “znaną twarzą z estrady”. Nie wierzę w to, że “cel uświęca środki”.


autor: Janusz Laska