PRETENSJE POD NIEWŁAŚCIWYM ADRESEM
Przeciwnicy prywatyzacji majątku państwowego na dowód, iż państwowe jest lepsze, jako przykład podają prywatne teraz pałace i zamki, które znajdują się w dość opłakanym stanie, a nowi właściciele nie zrobili nic, lub zrobili niewiele aby przywrócić ich dawną świetność. Zapominają jednak, że już w momencie zakupu obiekty te były przeważnie ruinami inaczej nie zostałyby sprzedane i państwo, mimo iż pobierało na ten cel pieniądze w formie podatków. A więc już na samym początku nowy właściciel jest w zdecydowanie gorszej pozycji, bo nie tyle startuje od zera, ale wręcz pozycji ujemnej.
Ale to dopiero miłe złego początki. W czasie, gdy dokonywała się sprzedaż onych zabytków, sytuacja finansowa nie była aż taka zła. Od tego czasu ceny wzrosły, podatki również, zwłaszcza na wyroby o usługi budowlane (VAT), co podobno wymusiła na nas Unia. Tak czy owak, ceny wzrosły. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że taka odbudowa wymaga stałej kurateli państwa, czyli konserwatora zabytków. Niby racja, w końcu pałace nie mogą po odbudowie przypominać chlewni, choćby i najlepszej. To jednak podnosi to znacząco koszty, gdyż szereg prac wykonać mogą wyspecjalizowani rzemieślnicy posiadający stosowne koncesje, czyli układy, a tych, których na układy stać, jak wiadomo, jest niewielu (rzemiosło upada również dzięki polityce fiskalnej państwa), za prace liczą sporo, no i dochodzi kolejny element układanki.
Jak już wspomniałem, dużą rolę ma tu Unia. Wzrost podatków to jedno, a drugie i ważniejsze, to ciągłe nieuregulowane prawa własności. Myślę, że to równie ważne jak koszty. Po akcesji Polski do Unii odżyły kwestie rewindykacyjne dawnych właścicieli. Co prawda teraz, kiedy Polska jeszcze nie przypieczętowała paktu w drodze referendum, aby Polaków nie straszyć żądania rewindykacyjne nieco przycichły, odżyją one jednak po powstaniu UE, o ile do tego w ogóle dojdzie. Tak, czy siak, sprawa zwrotu jak nie w naturze to w pieniądzu odżyje, to tylko kwestia czasu. Z tego też powodu nie można się dziwić, że właściciele kłopotliwych w tej chwili nabytków, nie palą się ładować w nie kolejne pieniądze nie będąc pewnym, czy nie będzie to czysta strata. Gdyby doszło do najgorszego, próżno chyba oczekiwać po naszym rządzie, władzach samorządowych, że zechcą zwrócić poniesione nakłady, a nawet jeżeli zechcą, to czy będą w stanie? Raczej nie. W każdym razie procedury prawne przed szeregiem sądów ciągnąć się będą latami, a o ewentualnych pożytkach płynących z posiadania można sobie pomarzyć.
Jak widać na podstawie pobieżnej analizy, na każdym etapie trudności, ich przyczyną jest państwo i jego polityka. A zatem oczekiwać od tegoż państwa, że potrafi wywiązać się lepiej z zadań, z jakimi borykają się prywatni właściciele jest, delikatnie mówiąc, dużą naiwnością. A co w naszym Kłodzku, coraz fruwajacych śmieci, zadbane skwery i place. Gdyby tak jeszcze można tę kwestię odnieść do budynków zarządzanych przez ZAMG – spółkę gminy. Co prawda jest decyzja rady miejskiej o jej likwidacji, niemniej do tego czasu mieszkańcy tych kamienic muszą na co dzień wchodzić, do cuchnących brudnych klatek schodowych. Czy jest jakieś inne szybsze i rozsadne wyjście? Tak! wystarczy popatrzeć, na kamienice administrowane przez samych właścicieli lub przez wyspecjalizowaną w tej branży firmę S.K. INVESTDOM i inne. Sprawa jest dość prosta, proszę skontaktować się telefonicznie 6475383, wówczas władze firmy Iwona Gałuszka i Jan Zwijacz zorganizują spotkanie i przygotują niezbędne dokumenty w celu odwołania ZAMGGM Kłodzko Sp. z o.o. jako zarządcy Państwa nieruchomości. Z tego co wiem to systematycznie Wspólnoty Mieszkaniowe z Kłodzka wypowiadają umowy ZAMGGM Kłodzko Sp. z o.o. i podpisują umowy z S.K INVESTDOM, bo zaczynają naocznie dostrzegać efekty działania tej firmy.
autor: Jan Pokrywka