W poszukiwaniu autobusu
Przypadł mi wyjazd do Krosnowic. Taki, pół służbowy, pół prywatny lecz obowiązkowy.
Wprawdzie odległość niewielka, ale kłopotów sporo.
Udaję się na przystanek autobusowy linii nr 1 przy ul. Bohaterów Getta /na przeciw WKU/. Cisza, spokój, brak pasażerów i... rozkładu jazdy. Rozglądam się niespokojnie i rozpytowuję przechodniów. Czeski film. Dopiero grupa uczniów dojeżdżających do szkoły informuje mnie o godzinach odjazdów. Rozkład jazdy znają na pamięć jak tabliczkę mnożenia. Zawracam, przychodzę za 40 min i wsiadam do nadjeżdżającej „jedynki”. Wysiadam w Krosnowicach obok zniszczonego obiektu oraz zaniedbanego terenu stacji kolejowej. I znów rozglądam się rozpaczliwie. Brak bowiem nie tylko rozkładu jazdy, ale w ogóle poza wydeptanym poboczem żadnego oznakowania przystanku. Czym i kiedy powrócić do Kłodzka? Okazuje się, że nie ma kłopotu. Wiele przejeżdżających samochodów od strony Żelazna zatrzymuje się lub zwalnia szybkość, a kierujący przez opuszczoną szybę woła:
– Kto do Kłodzka?
– Za ile? – słychać w odpowiedzi
– Tak jak za autobus PKS.
I ludziska wsiadają. Rośnie więc konkurencja, na której wyraźnie traci PKS.
Rozumiem, że nie można na każdym z przystanków postawić policjanta czy ochroniarza.
Jakiś typek o małpiej złośliwości zrywa tablicę z rozkładem jazdy. Po co? I co to mu daje poza kłopotami podróżnych i wzrostem kosztów przewoźnika?
Jednak rażące braki powinien uzupełnić przewoźnik. Jego to rola i powinność. Bo swojaki wiedzą kiedy jechać. Lecz co ma zrobić obcy lub niewtajemniczony?
autor: Franciszek Jędrysek