Niewolnictwo niekoniecznie na życzenie
Nawet na rynku wydawniczym coś się dzieje. Pewna Amerykanka wydała książkę, w której zawarła tezę, iż praca na etacie jest współczesną formą niewolnictwa. My, rzecz jasna, i swój język mamy, toteż i Pola wydał książkę o podobnej treści, w każdym razie z tą samą tezą. Różnice są tu niewielkie, nasz rodak większy akcent położył na rzecz poradnictwa, tj. jak przestać być nieszczęśliwym.
Pomijając różnice, jest to dość ciekawa teza i trudno odmówić jej pewnego znaczenia. Co prawda w Polsce panuje nadal kult etatu, jest to jednak relikt postkomunizmu, kiedy to wszyscy powinni być zatrudnieni i prawie wszyscy gdzieś tam byli zatrudnieni. Rzecz w tym, że w większości przypadków było to utajnione bezrobocie: ludzie udawali, że pracują, a państwo – że płaci. W komunizmie nic jednak nie działo się przypadkowo. To właśnie komuniści doskonale zdawali sobie sprawę z tej formy niewolnictwa kamuflując ją pod hasłami pracy dla każdego. Dzięki temu partia, będąca kierowniczą siłą, miała pod niemal pełną kontrolą niemal całe społeczeństwo.
Coś w tym jest. Praca na etacie zmusza pracownika do wykonywania czynności zleconych przez szefa, pod kontrolą, nie tylko czasu, miejsca i sposobu, jak w tragediach greckich, z wynagrodzeniem jakie pracodawca uzna za stosowne. Jest jednak jeszcze inny aspekt, na który autorzy nie zwrócili uwagi, albo zwrócili, tylko nie chcieli o tym napisać. Chodzi o aspekt finansowy.
W starożytnym Rzymie niewolnik musiał pracować na rzecz swego pana, i gdy pracował poza domem, otrzymywał 10% wypracowanego zysku dla siebie, co wydawać się może niewiele, jednak jego pan musiał go na swój koszt utrzymywać. Zobaczmy jak to jest dzisiaj.
W Polsce pracownikowi odbierane jest najpierw 49% podatku na tzw. ZUS (łącznie z ubezpieczeniem zdrowotnym) oraz minimum19% zaliczki na podatek dochodowy, z którego i tak się musi rozliczać, a więc często jeszcze dopłacać. Razem daje to 68%. Do tego każdy płaci za zakupiony towar 22% VAT-u, co daje nam 90%. Nie zapominajmy o akcyzie nałożonej na niektóre wyroby, ale i bez niej pod względem finansowym los jest gorszy od niewolnika. W przeciwieństwie bowiem do niego, wolny na pozór obywatel, za te 10% musi utrzymać się sam i swoją rodzinę.
Obniżenie podatków więc i to znaczące jest moim celem, co przecież wiadome jest od dawna. Jest to również cel prawdziwej prawicy, która tym właśnie różni się od prawicy farbowanej, że chce naprawdę poprawy życia społeczeństwa zostawiając mu więcej wypracowanych dochodów w kieszeni zamiast rzucania jakichś ochłapów w formie ulg i przywilejów, a tym bardziej tak zwanych robót publicznych.
Już w szkołach podstawowych z młodzieżą winne być prowadzone dyskusje o roli rodziny w państwie. O odpowiedzialności rodziców względem własnych dzieci. Co oznacza tak naprawdę państwo opiekuńcze widziane oczami URZĘDNIKÓW a przede wszystkim polityków. Dlaczego pomimo, że płacimy coraz większe podatki, państwo jest coraz bardzie zadłużone, czy istnieją w tej sprawie jakieś zależności.
autor: Jan Pokrywka