Na Partynicach “bomba w górę” dla kłusaczych zaprzęgów
Drugą z kolei niedzielę spędziłem na wrocławskich Partynicach. Powodem mego tam pobytu nie była chęć rzucenia się w szpony hazardu celem zbicia fortuny, chociaż ochota na to by i była ale gorzej z możliwościami. Ja powlokłem się tam powodowany chęcią przyjrzenia się czemuś nowemu, czemuś co dopiero rozpoczyna swój żywot i otwiera zupełnie nowy rozdział w polskiej hipologii.I można by ten temat spokojnie pozostawić pismom fachowym, branżowym gdyby nie fakt, że w tej niewątpliwie historycznej “inicjacji” wzięły udział konie ze “Stajni pod Dębami” z Lądka Zdroju. A to już powinno zainteresować tak naszych czytelników jak i przedstawicieli miejscowych władz szczególnie tych zajmujących się promocją gminy i powiatu. WYŚCIGI KŁUSAKÓW – bo to o nich piszę, rozpoczęto w Polsce w ubiegłym roku jesienią, dwukrotnie, właśnie na Partynicach. Od 17.04 – tj. dnia otwarcia sezonu wyścigowego, są kontynuowane. W dniu tym ze zgłoszonych 7. zaprzęgów, z lotnego startu ruszyły zaledwie 3. Wytłumaczeniem tego faktu może być to, że zgłoszone konie przybyły do Polski zaledwie w drugi dzień Wielkanocy z Francji, gdzie zostały zakupione przez polskich hodowców zrzeszonych w Stowarzyszeniu Hodowców i Użytkowników Kłusaków po porozumieniu zawartym z francuskim związkiem kłusaczym. Krótki czas na przygotowanie i poznanie koni miał na pewno wpływ nie tylko na niską frekwencję na starcie ale też i na zdyskwalifikowanie dwóch z trzech startujących zaprzęgów. W tym momencie muszę Państwu wyjaśnić istotę wyścigów kłusaczych. Otóż nie wystarczy przejechać linię celownika jako pierwszy, trzeba jeszcze nie zostać zdyskwalifikowanym za: galop poprawiający pozycję, galop więcej niż 15 foule w dystansie, galop na ostatnich 200m, nie trzymanie linii prostej na finiszu. Uff! Wystarczy? Co? Dyscyplina jest nieco zbliżona regulaminem do lekkoatletycznego chodu. Przypominacie sobie dyskwalifikacje Korzeniowskiego? To wszystko wymaga od hodowców i trenerów oraz powożących sporej wiedzy i umiejętności. Sądzę, że będziemy taki progres obserwować z wyścigu na wyścig ku chwale polskich hodowców, trenerów i zawodników. No i oczywiście francuskich kłusaków. Kolejny 2. dzień wyścigowy, 24.04 potwierdza moje przypuszczenia. W dniu tym odbyły się dwie gonitwy kłusacze. W pierwszej z pięciu zaprzęgów ukończyły trzy. W drugim na dziewięć zgłoszonych ostatecznie wystartowało sześć, ukończyło cztery zaprzęgi. Wyścig ten zresztą miał dodatkową dramaturgię. Jeden z powożących na wskutek nadzwyczajnego temperamentu swego kłusaka rozstał się z siodełkiem niewiele po starcie, zaś kłusak robił czas toru z samą sulką demolując ją coraz bardziej. No cóż i tak się zdarza. Bogu dziękować, powożącemu, a mam nadzieję, że i klaczy nic się nie stało. W obu dniach wyścigowych konie ze “Stajni pod Dębami” startowały: 17.04 – LOUISE de la LYRE kł.franc. 6 l.gn.kl. trener Sylwester Bagiński powożący Filip Bagiński -dyskwalifikacja za galop. Zwycięzca: LUCKY de GENETINE kł.franc.wałach 6lat gn. trener Lucyna Styma “Stajnia Jaźwiny”. Gratulujemy !
24.04. Gonitwa 2: MASCOTTE de CORDAY kł.fr.kł.gn.5 lat. trener S.Bagiński, powożący:
F.Bagiński. Para zajęła 2-gie miejsce. Bardzo udany debiut! Zwycięzca: MELBA de BOURGOGNE kł.fr. klacz c.gn. 5 lat.
24.04. Gonitwa 5: LOUIZE de la LYRE kł.fr. kl.gn.6 lat. trener S.Bagiński, powożący F.Bagiński. Para zajęła 3-cie miejsce, cenne szczególnie że w starcie 17.04 była zdyskwalifikowana. Zwycięzcą została LISE de DONZY kł.fr. kl.gn.6 lat. tr.R.Mateusiak powożący R.Mateusiak ze Stajni Szukalice. Para ta również 17.04. była zdyskwalifikowana.
Tym bardziej należą się gratulacje !
Szanowni państwo! Wszystkie kłusaki i ośrodki kłusacze w Polsce są własnością prywatną. To jak się będą rozwijać zależy czy wszystkim nam uda się stworzyć odpowiednią aurę wokół tego sportu biznesu. A że jest to wielki biznes to na podstawie francuskich doświadczeń następnym razem.
autor: Tadeusz Wrona