KOBIECY PROBLEM
Feministki, jak same o sobie mówią, działają na rzecz kobiet, co – jak można wnosić – ma tym kobietom pomóc, czyli ulżyć w doli na tym padole. Z tego też powodu, nie mogąc stanowić same z siebie silnego ruchu, doczepiają się, niczym kolejny wagon w pociągu, do jakiejś partii lewicowej. Nie jest to zbieżność przypadkowa, ponieważ tak samo jak działanie partii lewicowych, a więc deklarujących się jako pro-społeczne, w dłuższym okresie czasu temu społeczeństwu szkodzi, tak samo działania feministek szkodzą samym kobietom. Dlatego też feministki nie mają szerszego oparcia i reprezentują głównie same siebie, co jednak w niczym nie przeszkadza bo krzyczą jakby ich było przynajmniej milion, a w okresie wyborczym krzyk niekiedy ważniejszy bywa od argumentów, a tych feministkom jakoś brak.
Powiadają one np., że należy zrównać pozycję zawodową kobiet z pozycją mężczyzn, a nawet nadać im jakieś przywileje, zwłaszcza, że w dobie stale rosnącego bezrobocia to one padają pierwsze ofiarą. Ładnie to brzmi, jednak tylko przy założeniu, że rolą kobiet i ich marzeniem jest praca zawodowa. Rzecz jasna wiele kobiet pracuje bo chce, wiele jednak nie chce, a pracuje, bo muszą, a muszą, gdyż zarobki męża nie wystarczają na życie.
Jest to prawda, tyle że nie cała. Idąc tym tokiem rozumowania nasuwa się wniosek, że gdyby kobiety pracujące z konieczności porzuciły pracę, to w ich miejsce zatrudnieni zostaliby mężczyźni, przez co bezrobocie mogłoby się zmniejszyć, lub też, zakładając likwidację tych stanowisk (zwłaszcza w urzędach), płace mężczyzn powinny odpowiednio wzrosnąć. I tak by z pewnością było w normalnym systemie.
Niestety, nie u nas.
Jak wiadomo, w czasach tzw. transformacji ustrojowej pracę straciło kilka milionów osób płci obojga, a więc i kobiet, co wcale nie wpłynęło ani na wzrost zatrudnienia mężczyzn, ani ich zarobków. Stało się tak nie dlatego, że powyższy wniosek jest błędny, lecz na skutek stale rosnących podatków i innych opłat krypto-podatkowych, które po akcesji do Unii jeszcze wzrosną.
Przeciętny człowiek ponad połowę swoich dochodów oddaje państwu. W tym roku próg wolności podatkowej ma przypaść w lipcu, co oznacza, że prawie 7 miesięcy pracujemy na państwo, a dopiero pozostałych 5 na siebie. To także sprawia, że nie opłaca się zatrudniać nowych pracowników, zwiększać produkcji czy usług, nie mówiąc już o otwieraniu własnego biznesu.
Dlatego najpierw trzeba radykalnie, a nie kosmetycznie zmniejszyć podatki, dzięki czemu wzrosną dochody ludności a spadnie bezrobocie. Taką widzę dla siebie rolę w sejmie, gdybym rzecz jasna został wybrany.
A co z kobietami, zmuszać je do pracy, czy do pozostania w domu? Odpowiem: nic! Gdy wzrośnie poziom życia i zniknie przymus ekonomiczny, problem sam się rozwiąże.
Kobiety same zdecydują co mają robić i to zapewne najbardziej trafnie.
autor: Jan Pokrywka