Felieton ze Starej Morawy
/kwiecień 2005, po Jerzym i Wojciechu/
Uczestniczyłem ostatnio w jednym z romantycznych wiosennych wieczorów w towarzyskim przyjęciu, wśród znajomych zaangażowanych w sprawy i sprawki Ziemi Kłodzkiej, m.in. tematem były gondolowe plany Śniżnika; jakie argumenty za, jakie przeciw.... Wiadomo już, że w tej chwili budowa kolejki stała się mało realna... może dlatego miałem w wapienniczej kwaterze sen bardzo niezwykły, a dotyczył też “gondoli”, tyle, że zlokalizowanej w zupełnie innej topografii i pejzażu nieomal surrealistycznym. Otóż jechałem z Kłodzka w starym, ale zadbanym wagonie, takim z lat 50.tych, ławki, półki jeszcze z czasów, kiedy były w drewnie budowane z żeliwnymi i mosiężnymi detalami, pamiętam je jeszcze z dzieciństwa i młodości .... skład takich wagonów ciągnięty był przez parową lokomotywę, mijaliśmy zadbane, pamiętające czasy świetności dworce pełne rabat i kwietników, nawet Krosnowice jak zwykle wzorcowe jak jeszcze w latach 70.tych. W końcu docieramy z przyjaciółmi i wieloma turystami /słychać rozmowy w różnych językach/ do strońskiego dworca. Widać napisy, tablice zachęcające do przejścia i podróży kolejką gondolową, której dworzec został usytuowany obok stacji PKP. W pobliżu olbrzymi parking dla samochodów osobowych, także wyraźny zarys lądowiska dla helikopterów; wszystko aby ograniczyć ruch samochodowy po Stroniu i okolicach, widać też dużą tablicę informującą, że samochodem nie dotrze się w rejon Jaskini Niedźwiedziej – pozostaje właśnie “gondola”, która kursuje od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora. Otoczenie obu dworców zagospodarowane z dużym smakiem, czuje się pracę dobrych architektów, są też małe lokale gastronomiczne, jest też małe kino, specjalizujące się w filmach o tematyce górskiej, turystycznej i ekologicznej. Wsiadamy do przeszklonego, przestronnego wagoniku, płynnym ruchem unosimy się nad torami w kierunku południowo-zachodnim, w dole widzimy rozbudowaną halę stolarni mebli sudeckich, dalej gimnazjum i kościoły strońskie, nowe targowisko z rynkiem i charakterystycznym ratuszem, wspinamy się na stok Krzyżnika mijając malowniczy były kamieniołom, podziwiamy powiększony o naturalną zapadlinę zbiornik staromorawski, w dali majaczy kontur Wapiennika. Dojechaliśmy do “górnej drogi” w Kletnie, gdzie koło kapliczki przydrożnej zlokalizowano pierwszą stację, gdzie można przesiąść się i jechać dalej, lub udać się na dalszą wędrówkę rowerem lub piechotą. Na dobrze zagospodarowanej stacji z kafejką “U Kazika” rozchodzą się dobrze oznakowane szlaki w kilku kierunkach, widać także tablice zachęcające do odwiedzenia pensjonatów i restauracji w Kletnie .... z moimi przyjaciółmi przesiedliśmy się do gondoli jadącej dalej; trasa prowadziła nad Doliną Kleśnicy, w dole mijamy “Sądejówkę”, “Tramwajarzy”, hotel i restaurację “Incognito”, nad “Trumpusówką” dość stromo zjechaliśmy w dół, by po przeciwnej stronie tego rozbudowanego schroniska wysiąść .... koniec trasy gondolowej, dalej już piechotą lub elektrycznym wózkiem pod jaskinię, lub dalej szlakami turystycznymi i ścieżkami dydaktycznymi, które są profesjonalnie oznakowane i przygotowane. W śnie dziwnym przeskokiem znalazłem się w schronisku na Śnieżniku, pokrytym świeżo blachą miedzianą, wewnątrz pachnącym, zachęcającyn do zatrzymania się i spacerów do zrekonstruowanej wieży na szczycie. Nagle obudziła mnie muzyka “techno” z radioodbiornika niesionego przez rozbawionych pseudoturystów, którzy zakłócili mi nieco tą wspaniałą podróż, która powstała zapewne pod wpływem niepowtarzalnego, magicznego promieniowania Wapiennika...
autor: A. Gnadenstein
Ps. W ostatniej chwili otrzymaliśmy zaproszenie z “Ogrodu Górskiego Wiatru”, gdzie jak zwykle Leszek Brągiel organizuje wydarzenia wyjątkowych przeżyć: tym razem będzie to spotkanie z poetą, kaligrafem i filozofem z Japonii – Ojin Tsutomu Joshida...