Unijny kontekst podatkowy
Jak zwykle w roku wyborczym poszczególne partie próbują epatować wyborców różnymi obietnicami jak to by chciały im nieba przychylić, a nawet jeszcze więcej. Słuchając tych wszystkich wywodów pamiętać należy o dwóch rzeczach:
1/ że państwo, jakiekolwiek by ono nie było, stanowi zawsze aparat przymusu; tak być musi choćby po to, aby funkcjonowało prawo; rzecz w tym, żeby ów przymus dbał o zachowanie jak najwięcej naszej wolności, a już w żadnym przypadku ich nie ograniczał;
2/ państwo zawsze potrzebuje pieniędzy, a ponieważ samo ich nie wytwarza, musi ściągać je od obywateli pod postacią podatków i pod przymusem.
Jasne jest, że punkty te mogą i często stają się wobec siebie w sprzeczności, gdyż tak naprawdę ludzie nie chcą podatków płacić, co zauważył już Murray Rothbard proponując następujący eksperyment: znieśmy na pewien tylko czas przymus płacenia podatków i zobaczymy co warte są tzw. umowy społeczne. Jeśli mają one sens, to ludzie sami i dobrowolnie będą płacić podatki, jeżeli natomiast nie – to nie będą płacić. Jak dotąd żaden rząd na świecie nie odważył się na przeprowadzenie tej próby. A zatem wniosek jest tylko jeden: podatki są przymusowe, a ich ściąganiu musi towarzyszyć przemoc. A zatem należy przynajmniej zadbać, by władza publiczna korzystając z okazji, nie uzurpowała sobie żadnych dodatkowych uprawnień kosztem wolności obywatelskiej. A okazja nadarza się kiedy państwo tworzy swoje dochody. Jak zauważa Stanisław Michalkiewicz tu jest próg, o który potyka się nie tylko demokracja, ale nawet zasada suwerenności ludu. Tak się bowiem składa, że w kwestii finansów państwo zastosowało skuteczne blokady prawne, abyśmy o naszych wolnościach i pieniądzach przy okazji za dużo sobie nie nawyobrażali. “Konstytucja nasza pisze S. Michalkiewicz na łamach portalu Interia.pl – podobnie zresztą jak i inne konstytucje państw demokratycznych twierdzi, że lud jest suwerenem. Znaczy się – kiedy lud wypowiada się bezpośrednio, to taka wypowiedź powinna w demokracji być najwyższym prawem. Lud bezpośrednio wypowiada się w ogólnokrajowym referendum. art. 63 ust. 2 ustawy z 14 marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym stanowi, że referendum z inicjatywy obywateli nie może dotyczyć m.in. “wydatków i dochodów, w szczególności podatków i innych danin publicznych”/.../
Takiego wyraźnego zakazu nie ma w ustawie z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej obywateli. Art. 3 powiada enigmatycznie, że “projekt ustawy (zgłoszony przez obywateli – SM) nie może dotyczyć spraw, dla których Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej zastrzega wyłączną właściwość innych podmiotów, którym przysługuje inicjatywa ustawodawcza”. Taki przepis rzeczywiście w konstytucji jest – to art. 221, który powiada, że “inicjatywa ustawodawcza w zakresie ustawy budżetowej, ustawy o prowizorium budżetowym, zmiany ustawy budżetowej, ustawy o zaciąganiu długu publicznego oraz ustawy o udzielaniu gwarancji finansowych przez państwo przysługuje wyłącznie Radzie Ministrów”. Jest to oczywiście słuszne i w zasadzie inicjatywy obywatelskiej w zakresie podatków nie hamuje. Hamuje ją za to coś zupełnie innego; akt prawny nie mający nawet rangi ustawy, ale za to skutecznie zmieniający konstytucję, mianowicie Regulamin Sejmu. Regulamin Sejmu z 30 lipca 1992 r., oczywiście z późniejszymi zmianami, powiada w art. 34 ust. 2, że do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno – i tu następuje punkt 7) – “zawierać oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej, albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej”. Ponieważ prawa Unii Europejskiej są tworzone bynajmniej nie przez Parlament, tylko przez Radę Europejską, w skład której wchodzą delegowani przez poszczególne rządy ministrowie, widzimy oto, jakim prostym trickiem “lud” zostaje pozbawiany suwerenności w kwestii najbardziej w państwie istotnej, dla której w procesie dziejowym w ogóle powstał parlamentaryzm.”
Mało tego “/.../powszechnie dziś obowiązujący podatek dochodowy niestety uzurpację władzy publicznej umożliwia, bo z samej konstrukcji tego podatku wynika uprawnienie władzy do kontrolowania dochodów obywateli. Każdy musi się fiskusowi nie tylko spowiadać, ale także – co jest znacznie bardziej uciążliwe i hańbiące – poddawać się terrorowi, tzn. kontroli, podsłuchiwaniu i podglądaniu przez policję fiskalną, która w nowoczesnych demokracjach ma uprawnienia bardzo podobne do Gestapo i NKWD. A przecież to pożeranie wolności wcale nie jest konieczne, bo przecież można wyobrazić sobie podatki nie wymagające kontroli dochodów. Nie mówię już nawet o ryczałtowym podatku osobistym, bo wiem, że u ludzi wytresowanych do urawniłowki budzi on odruchowy sprzeciw, ale np. o podatku konsumpcyjnym. Wprawdzie nie wierzę, byśmy w tej kampanii wyborczej zdążyli dojść do jakichś zadowalających konkluzji, bo “jak partia mówi, że da – to mówi”, ale przynajmniej warto wiedzieć, w którym kierunku winny iść nasze poszukiwania – oczywiście jeśli Unia Europejska w ogóle pozwoli nam na takie zuchwalstwa.”
Dlatego w roku wyborczym, kiedy wybierać będziemy posłów i prezydenta, a także głosować za przyjęciem konstytucji Unii Europejskiej, pamiętać musimy przede wszystkim o kontekście unijnym.
autor: Jan Pokrywka