Historia stawu Pelzla
Wyjeżdżając ze Szczytnej międzynarodową trasą w kierunku Kłodzka, po lewej stronie za zabudowaniami starego folwarku oraz za miejscem parkingowym, możemy zobaczyć namiastkę kiedyś pięknego stawu, pośrodku którego wynurzała się wyspa. Starzy ludzie powiadali, że przy brzegu od strony drogi kołysała się na spokojnych falach łódka, przycumowana do starego drzewa. Ponoć zakochane pary wypływały często na romantyczną wyspę, gdzie pośród bujnej zieleni i śpiewu ptaków szepcząc czułe słówka wyznawali sobie miłość. Malownicze położenie i romantyczny krajobraz nadawały tej okolicy szczególny wyraz. Przejeżdżający podróżni, szczególnie w okresie letnim, zatrzymywali się tutaj, chwilowo regenerując nadwątlone siły.
Oprócz doznań wizualnych i emocjonalnych staw stanowił podstawę egzystencji części tutejszej ludności. Na przestrzeni wieków uprawiano tu gospodarkę rybną. W okresie zimowym, kiedy prawie cała powierzchnia stawu skuta była kilkudziesięciocentymetrową taflą lodu, wyrębywano go i przewożono do rozlewni piwa. Przez specjalne otwory mieszczące się w suficie piwnicy spuszczano lód do wnętrza i okładano nim ogromne beczki z piwem produkowanym przez browar w Szczytnej, który znajdował się w rękach prywatnych, a jego ostatnim właścicielem była rodzina Franke. Obłożone lodem beczki w sezonie letnim nadawały piwu właściwą temperaturę, co poprawiało jego i tak bardzo dobre właściwości smakowe. Wodę stawową wykorzystywano również w pobliskim folwarku, gdzie była doprowadzana za pomocą specjalnych drewnianych rur. Podczas budowy parkingu rury te odnaleziono w ziemi. Przez szereg wieków staw i folwark stanowiły integralną część właściciela majątku rycerskiego w Szczytnej.
Powierzchnia stawu w 1902 r. wynosiła 1,1284 ha. Przylegające do stawu łąki zwano łąkami stawowymi. W 1929 r. w granicach Szczytnej znajdowało się 9 stawów, z których największym był właśnie staw Pelzla. Jeszcze w latach 90. XX w. można było tu spotkać ryby i stanowiska lęgowe dzikiej kaczki. Dzisiejszy stan w niczym nie przypomina tamtego sielskiego klimatu. Podjęta próba zasypania stawu okazała się “syzyfową pracą”. Dziś jeszcze w głębinach stawu bije jego serce, w postaci czystej źródlanej wody. Choć nie jest to miejsce “notabilis” – godne zobaczenia, to z jego głębin można usłyszeć słowa łacińskiej maksymy “O tempora, o mores”!
autor: Marian Halemba
w następnym odcinku legenda o stawie Pelzla