Szukaj Regionalne linki Archiwum Kontakt O nas Cennik
Moja Brama »   » Blaski Cienie Góralenvolku

Blaski i cienie Góralenvolku (2)


Panie Hyrlik, jaka jest Pana opinia o leaderach podhalańskiego Góralenvolku – pytam swojego rozmówcę. – Co to byli za ludzie?
– Było ich w/g mojego rozeznania kilku, ale tylko trzech stało na czele organizacji. Największej, proniemieckiej na ziemiach polskich. Na szczęście, poza polityczną propagandą odsmażaną w Berlinie za wiele złego, ani dobrego nie uczyniła. Do czołówki należeli: Józef Cuker, Henryk Szatkowski i Wacław Krzeptowski. Przez cały swój zdradziecki żywot lubili wylatywać przed orkiestrę, stawać na czele jakiejś grupy, związku, czy organizacji, dążyli chorobliwie do wyróżniania się pośród innych. Myślę, że do Góralenvolu należeli z typowych pobudek ideologicznych. Lubili się popisywać i znajdować zawsze o krok do przodu. Zdrajcami byli na pewno, ale nie byli zbrodniarzami. Nie donosili na znajomków i nie brali udziału w morderstwach. Ale sympatyzując z okupantem tracili swoją tożsamość, honor i poczucie patriotyzmu.
Józef Cuker. Był prezesem Związku Górali /prawdopodobnie agentem Abwehry, czego mu jednak nie udowodniono/. Po wojnie ujęty i skazany. Odsiedział wyrok i w latach 50. wyszedł na wolność. Po krótkim czasie zmarł śmiercią naturalną. Był trzeźwy i świadomy. Czuł wyraźnie zbliżający się koniec swego awanturniczego żywota. Kondukt pogrzebowy z domu do kościoła i z kościoła na cmentarz prowadził miejscowy ksiądz. Na miejsce wiecznego spoczynku prowadzono go z honorami. Za trumną poza rodziną szli znajomi i okoliczni mieszkańcy.
– Henryk Szatkowski. Facet z wyższym wykształceniem. Świetnie posługiwał się językiem niemieckim. W 1944r uciekł w niewiadomym kierunku. Wielu górali powtarzało szeptem, że ukrywał się we Włoszech, w jednym z żeńskich klasztorów. I tak wszelki ślad po nim zaginął. Nie udało mi się ustalić gdzie zakończył swój żywot i gdzie znajduje się jego mogiła.
– Wacław Krzeptowski. Ludowiec.
W 1933r organizował przez góry ucieczki podczas procesu brzeskiego do Słowacji. W 1944 r. wybył z Zakopanego. Ukrywał się po górskich melinach, szałasach i samotnych bacówkach. Bezskutecznie poszukiwali go Niemcy. AKowcy wydali na niego wyrok śmierci, za kolaborację wysługę na rzecz okupanta i zdradę ojczyzny. Spod Babiej Góry przybyła grupa 5–6 partyzantów z rozkazem likwidacji Krzeptowskiego i oczyszczenia Podhala z różnego rodzaju zdrajców, szumowin i niepewnych osobników. Rozpuścili oni plotkę, że chętnie przyjęliby w swoje szeregi Krzeptowskiego. Dał się na to nabrać i oddał się w ich ręce. Podpisał też testament, że dobrowolnie i świadomie zrzeka się swego majątku na rzecz Armii Krajowej. Został powieszony na jednym z drzew krzeptowskiego lasu z zawiązanymi z tyłu rękami. Na piersiach wisiała przypięta agrafką kartka z napisem: “Taki koniec czeka każdego zdrajcę Polski”. Nocą nieznani sprawcy zdjęli ciało i w drewnianej skrzyni pochowali, w nieznanym dotąd miejscu na kościeliskim cmentarzu, Chodziło zaś o to, by kości zdrajcy nie były w przyszłości wykopywane i rozrzyucane po ziemi. A działo się to w 1945 r., w czasie gdy Niemcy już uciekli, a Rosjanie jeszcze nie weszli.
Już po 60 latach na słowo Góralenvolk zasłyszane na Podhalu panuje milczenie. Góralski honor nakazuje, aby Góralenvolk został zlikwidowany przez samych górali. W. Krzeptowskiego zlikwidowali prawdopodobnie górale beskidzcy. Zdaniem wielu Podhalan rachunek sumienia został zrobiony, a sprawiedliwość znalazła należne jej miejsce.
Tyle Marek Hyrlik.


autor: Franciszek Jędrysek


<[Ps.
Z uwagi na ogólny brak źródłowych materiałów do historii Góralenvolku w kłodzkich bibliotekach i czytelniach, autor niniejszej publikacji zwraca się z gorącą prośbą do wszystkich, którzy posiadają zdjęcia, notatki, wspomnienia lub inne materiały o udostępnienie ich redakcji za gwarantowanym zwrotem po wykorzystaniu.


Kontakt telefoniczny:
Redakcja 867–10–40, autor 867–21–52